czwartek, 20 lipca 2017

zapewne

można to nazwać bezsiłą. to, co czuję. ludzie w wielu miastach, w tym we Wro, protestują. u nas, pod neogotyckim budynkiem z czerwonej cegły.

Mruczusiowi zarastają rany nowym włosem, kotek bawi się w jednej części ogródka, poluje na pasikoniki, lubi się bujać na huśtawce. Rózia i Maciej dają do zrozumienia, że to imigrant, ostentacyjnie wieczorem relaksują się w drugiej części ogrodu, tej zachodniej, z nagrzanymi słońcem kamieniami.

kawałek mojego serca gdzieś utknął i rozmowy z Pe nic na to nie pomogą. wydaje się nawet, że zaczynam o całej tej sprawie i tzw. perspektywach myśleć z niechęcią. Pe jest miły, to jeszcze bardziej komplikuje rzeczywistość. może to są te złe dni na takie rozważania. Bieguni idą mi za szybko jak na książkę bez sensownej fabuły, będzie mi smutno ją kończyć. wczoraj poczta przywiozła mi Schuchardta x 4: Demona, Chrzest, Chemię i Miasto 44.

wtorek, 18 lipca 2017

nanana mam gagu

pobranie krwi i wymaz z gardła w związku z migdałkami. potem zaprosiłam tatę na obiad w nowym P. i na ciastko w lodówce. popełniłam tę samą drogę wczoraj z Luś i A. rozważałyśmy plan na Wawę.


wpadliśmy jeszcze z tatą na groby dziadków. dzień słoneczny. weekend był wyciszony, podejrzewam, że spędzony na błogim lenistwie. nie mam nic do dodania. no chyba, że ... nowy Mruczuś bardzo ładnie się socjalizuje, już daje dziewczynkom wąchać obie dupkę.

sobota, 15 lipca 2017

sobota jak niedziela

przestawił mi się dzień :) wczoraj kupiłam dwie pary szortów w h&m i 3/4 oraz lnianą bluzeczkę w f&f. nie wiem, gdzie to będę nosiła, ale mam. robię listę miejsc na sierpniową warszawę. a siedem dni później jadę do Irlandii.