piątek, 24 lutego 2017

Ostatni

(nie)pracujący dzień ferii spędziłam w M na herbacie i rożku, u fryzjerki, na obiedzie z mintajem i Luś, na kawie... w takiej właśnie kolejności. rano wiatr łeb ukrywał, chłód przeszywał i trochę się grzebało. obgadywałyśmy wszystko jak zwykle i przez to musiałam postawić jej wieczorem tarota. postawiłam więc i sobie... w przeszłości król pentakli, teraz dyjabeł, obydwie odwrócone, w przyszłości dziesiątka kielichów jak najbardziej ryjem do góry. muahahaha... chociaż jeśli król to CM a dyjabeł to hiling, aż strach się bać tego szczęścia co to mję oczekuje. na razie jednak stopy mam zimne, głowę również, a oczy kiepskie, coś szczęścia nie widać. Dobranoc.

czwartek, 23 lutego 2017

wtorek, 21 lutego 2017

nawet

miło było. w niedzielę darowałam sobie trzecie zajęcia, chociaż po dwóch pierwszych zdecydowanie poczułam przypływ mocy (w związku z tym wczoraj epickie zakupy na bonito.pl, oprócz kolejnego kompletu Menschen jeszcze gramatyka hiszpańska z obrazkami Tylkowskiego i gramatyka Bęzy, której nie można znaleźć w żadnej stacjonarnej księgarni). popołudnie upłynęło nam na Wywiadzie ze słońcem narodu (całkiem zmyślny) i Rekinado 4 (Reid strasznie się posunęła, a Nolin w ogóle nie poznałam. perełka kampu). w związku z wysokim poziomem artystycznym próbowaliśmy obejrzeć Rekinado numer jeden, ale trochę nam różne rzeczy przeszkadzały. ostatni taki wieczór filmowy na jakiś czas, bo od piątku chata niewolna. wracałam do domu w poniedziałek o 9 rano, rozmawialiśmy o scytyjskich pochówkach i innych rzeczach o których ludzie normalnie nie rozmawiają. od popołudnia do teraz mam fazę dogorywania i entuzjazm naukowy musi zdecydowanie czekać na lepszy moment hormonalny. rozświetla się i przygasa. farma na fb obradza bakłażanem.