wtorek, 4 lutego 2014

attitude makes a difference

słońce świeci. medycyna pracy: założyłam sobie, że od momentu, gdy wejdę uśmiechnięta do pań wesoło rejestrujących wszystko będzie pięknie. albowiem najważniejsze to dobrze zacząć. czy mogę powiedzieć, że nigdy jeszcze nie miałam tak miłego badania krtani jak u dr Bytońskiej-Lis? obyś żyła, dobra kobieto, wiecznie! pobranie krwi do 3 (trzech!) pojemniczków po prostu poezja, zero sińców! serce jak dzwon! i siki nie wylały się po drodze! oczywiście zaliczam niekończący się serial z wysokim ob. i już wiem dzięki guglowi co to jest szpiczak, ale nie twórzmy banału. czekając na 3 (trzecie!) wejście do tych samych drzwi, na parterze wypiłam kawę i zjadłam drożdżówkę z serem i śliwką (śliwką?) obserwując dwie starsze zakonnice, które czekały na taxi. odkryłam też, że mój 8-letni telefon nadal robi zdjęcia. prosz:

kaprawe,
przy dużej dawce dobrej woli artystyczne

a wcześniej firmę z naturalnymi kosmetykami Korana. później przeczytałam na tablicy ogłoszeniowej międzyzakładowych związków, że w kwietniu jest pielgrzymka do W w intencji kanonizacji JP2. bardzo ładnie. cholesterol mam absolutnie po zbóju, a konkretnie po tacie. kawusi zdjęcie, prosz:

 pomyśleć, że wszystko trwało tylko 3 (trzy!) godziny
i wolno mi pracować do roku 2019.
no chyba, że wcześniej wykończy mnie wysokie ob.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days