poniedziałek, 24 lutego 2014

what's up?

w piątek upiekłam z babcią ciasto drożdżowe z jabłkiem, które został pochłonięte tak szybko, że nie zrobiłam fotki całości. zawsze gdy leci w dół wieszczymy "będzie zakalec, będzie zakalec", ale niestety zakalec nigdy nam nie wychodzi - jesteśmy pozbawione naturalnego talentu w kwestii robienia zakalców. ma ogryza kawałki od strony blachy, bo taka jest dziwna.


Bobisia miała w sobotę usunięcie macicy i została ubrana w różowy kubraczek. najpierw bałam się, że umrze od zakażenia, potem, że w trakcie zabiegu, potem, że głupi jaś uszkodzi jej nerki. tymczasem u wetki Bobek godzinę po zabiegu dziarsko przebierał nogami:


w domu, gdy puściła adrenalina, psisko padło i spało większość dnia. wczoraj zjadła ze smakiem, pierwszy raz od wielu dni, kilka plasterków szynki z indyka. jest dobrze.


ja miałam chore zatoki i chodziłam w domu z opaską na głowie jak Indianka Pueblo. jak już napisałam to co napisałam, nie mogłam znaleźć akurat fotki Indianki Pueblo z opaską. za to wpadły mi w oko duchy przodków, o:

źródło

ostatnia od prawej na dole. odrobinę. bo dostałam też uczulenie od kremu, ale czuję, że to temat na osobny wpis. na razie chyba działa allertec i jestem na etapie stawiania hipotez. tymczasem sportowo: do Super Bowl nie wracam, stwierdziłam, że poprzestanę na obejrzeniu reklamy z Chuckiem i jego nową grzywką. olimpiada w Soczi dobiegła końca. nie widziałam otwarcia, podobno kółko się im nie zapaliło i nie było Stalina. poza biegami, w tym Justyny, zjazdami alpejskimi i panczenami oglądałam halfpipe. nie widziałam curlingu i teraz trochę żałuję, ze względu na interesujące gatki norweskich zawodników. zamknięcie omiotłam lekko, wydało mi się pierdołowate. słonko za oknem świeci jak szalone i gdyby nie szczypanie pod oczami rzeczywistość teraźniejsza byłaby prawie rewelacyjna.

12 komentarzy:

  1. To juz z górki,z każdym dniem będzie lepiej:)

    IO tez ogladałam wyrywkowo,pokazy artystyczne mnie nie interesowały i nie ogladałam,, ale tę gwiazdke co miała być kółkiem olimp.widziałam akurat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yhhh, jakby napisałam w złej godzinie? Zaraz jedziemy do wetki, bo mamy urojenia.

      Usuń
  2. Ja mam zdolnosci do zakalców niestety:/

    OdpowiedzUsuń
  3. Najwazniejsze ze piesa jest juz zdrowa(bo jest?!)
    Bardziej sledzilam wydarzenia na Ukrainie niz na olimpiadzie....ech zycie....z jednej strony walcza o medale ,z drugiej o przetrwanie,lepsze jutro....

    Ciasto mniam,tez pieke:),mnie oprocz ciasta jeszcze rosnie dluuupa,ale to chyba jakis skutek uboczny maki;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Ukrainie się dzieje, w Wenezueli się dzieje - mam tego świadomość, ale jeszcze bardziej myślę, że niektóre relacje medialne po prostu obrażają sprawę oraz inteligencję odbiorców.

      Mąka zapewne ma skutki uboczne, ale pocieszmy się - Latynosi lubią wielkie tyłki :)

      Piesa jest po powrocie od weta, dostała zastrzyk i ma focha.

      Usuń
    2. Oj dzieje sie.Moim zdaniem zeby miec swiadomosc i pewnosc trzeba byc na miejscu,dla mnie media wszelakie sa tylko przekaznikiem ze sie dzieje cos,jednak nie poddaje sie sugestiom.

      Jesli mi moj bedzie cos mowil na temat ze tylek mi rosnie to wymienie go na Latynosa:)

      No baba,to i foch musi byc;)

      Usuń
    3. Coś w tym jest. Focha ciąg dalszy, po głodówce jelita nie za bardzo chcą się rozkręcić :I.

      Usuń
  4. Lepszy foch niż choróbsko,nieustannie trzymam kciuki za psię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś powoli, powoli, ale wyjdzie z tego - taką mam nadzieję.

      Usuń
  5. Wiosna idzie a tu u Ciebie śnieg pada :)
    drożdżowe to nawet z zakalcem smakuje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaparłam się - będzie padał do pierwszego dnia wiosny, bo w realu nie bardzo mu szło w tym sezonie.
      Jeśli chodzi o drożdżowe znam paru smakoszy zakalca, i w tym momencie kiepsko ze mną :D

      Usuń

miłego dnia. have the nicest of days