piątek, 28 marca 2014

...

od 16 do 20 sporo czasu spędziłam wtulona w plecy Gosi (gender gender ~ zakrzyknięto), która miała kiedyś pomalowane paznokcie. ja opowiedziałam jej mój sen, ona mnie, że znowu jest na rozdrożu i że będzie lepiej, tylko czekać na lepiej trudno. w taki oto sposób na konspiracyjnej imprezie żegnaliśmy nieoficjalnie naszą panią emerytkę. od kiedy pracuję w fabryce nie byłam na tak dziwnym party, z którego nikt nie uciekał chyłkiem po zjedzeniu stygnącego krokieta. przyszli ci, którzy chcieli, objedliśmy pizzę, gyros i torta, który smakował mi porzeczkami. odśpiewano sto lat w różnych tonacjach, a pani emerytce, przezroczystej jak ważka, przeciekały oczy. to był dobry wieczór. powiedzieliśmy sobie to, co chcieliśmy powiedzieć, zrobiliśmy, co chcieliśmy zrobić. uściskałam emerytkę i nie zapomniałam wziąć z pizzerii suchej parasolki. do słoika.

9 komentarzy:

  1. Czyli nie pozostaje mi nic innego jak życzy Ci podobnie udanych wieczorów jak ten.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choć powód zainicjowania imprezy był raczej niemiły, sam przebieg bardzo dobry. Dziękuję i życzę wiele radości w życiu :).

      Usuń
  2. miło :)
    dobry wieczór już był, teraz życzę dobrej nocy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkie spotkania mają jakiś odrębny urok a jednocześnie są podobne. Dla pani emerytki skończył się jeden etap w życiu, a zaczął drugi...
    Cyniu, co gender Cię tak prześladuje ? To, ze przytuliłaś się do koleżanki jeszcze o niczym nie świadczy.
    Dobranoc - Krystyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ mnie nie prześladuje :). To pracownicy przedrzeźniają biskupów i panią Kempę.

      Usuń
  4. Najważniesze, że impreza się udała, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

miłego dnia. have the nicest of days