czwartek, 3 kwietnia 2014

ha!

ziuuuuuu ... tydzień przemyka. w pracy wracają ciężkie tematy. jak apostazja - o której sądzę, że jest bez sensu. bo jestem apostatką z natury swej, a rozpoczynanie oficjalnej procedury wypisania się z kościoła katolickiego nadałoby sens tym czarom, które sensu nie posiadają. lubię czary, mogę w nich uczestniczyć (hostię jeść na deka, kwiatki rzucać przed kochankiem, bawić się woskiem z gromnicy), ale w nie nie wierzę. odstąpiłam więc już przez samo swoje istnienie zanim jeszcze episkopat zdążył wymyślić nową procedurę odstępowania. mam episkopat w esicy i okolicach. i szukam charmsa do bransoletki z mateńką z Guadalupe, bo lubię meksykańską, kolorową tandetę. zaprawdę powiadam ci, kilka fotek ...
oto wczorajszy tort babciny:



(malinowy. wygląda na to, że miałam brudny paznokieć. ech. a babcia się martwi, że za długo żyje, jakby było coś takiego jak za długie życie, gdy świat jest piękny. strach to co innego. strach przed chorobą, śmiercią, inwazją islamu, brakiem nadziei - wyznania żerują na strachu jak wszy na ranie. tfu, poszło stąd! zmieniam temat)

środowo M. wpadła do mojej pracy i kujnęła mnie pod żebra od tyłu. przywitałam się z nią wylewnie na misia, choć to ani swatka ani siostra moja. było jej to potrzebne, żeby inni zobaczyli misia w wykonaniu tak ważnej osoby jak ja. nad głową M. zebrały się chmury, odgarnęłam je na jakieś 2 minuty naszej rozmowy.

i jeszcze Muszka Dranciuszka:



zwana też czasem Muszką Wierciuszką, Muszką Śmierdziuszką a ostatnio Muszką Staruszką. jakiś taki dzień ciepło-rozlazły, że się czterem łapkom nie chciało przeciągnąć i musiałam Dranciuszkę spacerować. oczy już niedowidzą, łepek się trzęsie, łapki się trochę plączą, dolny ząb wystaje z paszczy dramatycznie. ma rację Ori z domu Tymianka (1% zapodawajcie ludzie), że psie staruszki są rozczulające. Dranciuszka już z nami ciągnie dwunastą wiosnę. i ponieważ jest tak cholernie głupio urządzone, że psy żyją krócej niż ludzie, trzeba trzymać kciuki za następne kilka lat. trochę nawet bardzo.

& a bass guitar of my imaginary lover:


... no comments here

4 komentarze:

  1. Z tego wszystkiego podoba mi się tylko gitara, piesek i może odrobinę tort....
    Nie należy bluźnić z Hostii.
    Nawet jeśli jesteś z natury apostatką.
    Czy przystępowałaś do I Komunii Świętej?
    Jeśli tak, powinnaś wiedzieć...
    A nawet jeżeli nie , to jako osoba dorosła na pewnym poziomie, powinnaś wiedzieć , że nie drwi się
    z świętości.
    Smutno, że tak to postrzegasz i na domiar złego, chwalisz się tym - Krystyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem co to znaczy bluźnić z hostii. Jeśli coś dla kogoś nie ma znaczenia, to nie ma znaczenia, to jest przeciwieństwo tego, że ma znaczenie. Opłatek rzeczywiście jem na tony, bo go zazwyczaj mamy w domu za dużo. Oczywiście, że byłam u komunii, taki jest u nas zwyczaj - dość bezrefleksyjny, dlatego właśnie byłam u komunii.

      Usuń
  2. No ..., dla kogo bezrefleksyjny to bezrefleksyjny, dla mnie był refleksyjny, widać , ze źle Cię przygotowano i straciłaś co najważniejsze, wiec należy ubolewać nad Tobą, choć swego nieszczęścia nie jesteś świadoma, a szkoda, bo to co uchodzi dziecku, nie wypada dojrzałej osobie... Krystyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przygotowałam się tak jak wszyscy, choć może i lepiej, bo moja mam poświęciła mi czas, aby uszyć sukienkę. Jestem jej wdzięczna za to, że jeśli na starość będę miała nerwicę to nie taką, która każe mi udawać zainteresowanie 10 postami po to tylko, aby wpisać jedyny interesujący mnie komentarz :).

      Usuń

miłego dnia. have the nicest of days