sobota, 19 kwietnia 2014

święta I

czwartek: mycie okien w asyście Kontrolera Jakości, który sprawdza łapką w różnych miejscach. pranie. kawa pod kwitnącą wiśnią. płaczemy z ma przy robieniu ćwikły z chrzanem. wątroba jak Brzeg Dolny? moim zdaniem bardzo dalekie porównanie. na koniec dnia wysypka Stacey okazała się bardziej interesująca niż film z Voightem. Marquez nie żyje :I qrva.

 
piątek: a właśnie kilka dni temu przyszła mi pocztą książka Marqueza. rano czytam listy z naszego sadu, z którymi dość często się zgadzam. na obiad woda ze śledzia drugi raz tego roku. mniam. 1% odliczam na schronisko we wroc. poglądowo, woda ze śledzia i zimnioki:
 
 
sobota: robi się. ciasto drożdżowe z głowy babci i babkę piaskową z kakao stąd. tyle, że piekłam na papierze i dodałam aromatu migdałowego do jasnej części. ciasto drożdżowe prawie spaliłam wdając się w dyskusję ideologiczną, jakby to komu miało IQ podwyższyć (pamiętaj kobieto, świata nie zbawisz!). w ciągu dnia noszę skarpetki w paski. jak widać.
 
 
jakiś czas temu dwóch moich podopiecznych zgodnie oświadczyło, że nie lubią świąt, bo wtedy żaden serial nie jest na swoim miejscu i oni nie mają co oglądać (są niewidomi). rozumiem argumentację i cieszę się, że jestem w innej sytuacji (nie ma bożego narodzenia bez kevina i wielkanocy bez quo vadis'51). pod wieczór poszliśmy zanieść dwa znicze na cmentarz (dziwnie mówić na dwa duże jajka 'znicze'). pogoda piękna i fiołki, fiołki kwitną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days