środa, 28 maja 2014

zaraz gdy

napisałam poprzednią notkę wyłączyli nam prąd. było jeszcze widno, więc przeczytałam sobie listy Fridy około str. 213 i patrzyłam jak Rózia wylizuje sobie futerko czujnie podnosząc głowę, gdy słychać było ptaszka lub przejeżdżający samochód. lubię taką szarość, to doskonały akompaniament do lektury w łóżku. lubię Fridę z (jej) zupełnie bezgustnym epizodem z Trockim i absolutnie cudowną szczerością jej egoizmu. zmierzchało prawie bezszelestnie, zegar tykał, za półotwartym oknem trwał zupełnie realny, wilgotny świat. dzisiaj nie mniej szaro i Fridy nie mniej. jestem po jakiejś niemądrej telekonferencji i rozwiązuję problemy zupełnie nieistotne. budowa tlenku węgla to byłby przynajmniej początek ciekawej dyskusji ... a tak cóż, wiedzieć na co się nie ma wpływu i powiedzieć sobie fju fju w odpowiednim momencie to dar. może go mam. tak czuję. a jak nie mam to się nauczę.

wtorek, truskawki, śmietana, kuchnia, Malinka

8 komentarzy:

miłego dnia. have the nicest of days