niedziela, 15 czerwca 2014

one thing at a time & tanie wino

takie były założenia i widzę, że rzeczywistość współpracuje. odrzuciłam multitasking, jest nawet czas wyjrzeć przez okno i zauważyć tęczę (wczoraj). w piątek przygotowywałam imprezę w fabryce. po, firanki ekspresowo znalazły się tam, gdzie powinny, podobnie jak edukacyjne plakaty o pożytkach płynących z jedzenia owoców. pół godziny później w korytarzu nie było śladu po hulankach i swawolach. jutro jeszcze jedna wielka hucpa i zostaje już tylko przygotowanie pożegnania. będziemy ryczeć. wczoraj zaliczyłam zajęcia na ocenę godną (biorąc pod uwagę mój nikły wkład intelektualny), dzisiaj omówiłam prezentację opanowana jak ogórek (que?). podoba mi się pan K.

wszystko to używając żelu z heparyną, lecząc oskrzela nowym syropem i zerkając na wyniki mundialu oraz księżyc w pełni.

lubię długie, czerwcowe dni. pech chce, że jestem wtedy najbardziej zapracowana i zapominam nawet o urodzinach Luśka.

piję tanie wino co się nazywa cake & ice cream.
jem truskawki na kilogramy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days