poniedziałek, 7 lipca 2014

dogonić poniedziałek

Luś nie znosił kiedyś A. ze względu na pewnego Jacentego w wieku mocno średnim, któremu szare gatki wystawały z dżinsów. są jednak takie chwile w życiu kobiety, gdy dobra pamięć do niczego się nie przydaje. jakiś czas temu Luś sam zaproponował A. jako naszą nową towarzyszkę podróży. miałyśmy dziś ruszyć we trzy przed siebie, żeby omówić naszą wielką, grecką przygodę, ale że Luś był dość zajętyK (bo tak to bywa z planami) zjadłyśmy obiad we dwie:


tak, jem niezbyt zdrowo, gorąco odbiera mi rozum. wcześniej trzeba było trochę pobyć w pracy, co przyjęłam z odpowiednią dozą obrzydzenia. najbardziej jestem dumna z tego, że wytłumaczyłam Martynce, co to są koniczyna i tuja (ta dziura po lewej to słońce, jakby się ktoś zastanawiał)


egzaminy zostały napisane (po ostatnim poszliśmy na lody) i muszę się teraz uzbroić w cierpliwość oraz niezbyt wygórowane oczekiwania. to są rzeczy z którymi u mnie zawsze krucho, wyobrażam sobie więc teraz nie-wiadomo-co, a od wczoraj żar leje się z nieba. moje srebrne japonki które poznały sól Pacyfiku umarły w zeszłym tygodniu i czekają na wrzucenie do śmietnika. jak zwykle odwlekam sprawy. wychodzę na słońce w kapeluszu

PatStew & a friend

innym niż te ↑. ale ten też by się przydał, tylko z odrobinę większym rondem. mój kapelusz:


i kabelek od ajpada. przed szóstą termometr na tarasie pokazuje 32 stopnie. koty widome dogorywają horyzontalnie, koty niewidome w zapuszczonej części ogrodu, nazywanej przeze mnie angielskim, wyglądają na szczęśliwe


(przynajmniej dopóki jedna Rózia nie zaczyna wbrykiwać na głowę, i wtedy syczy i pluje się na bogu ducha winnego nadwornego wyprowadzacza)

słucham przypadkowych kawałków Marisy Monte. podlewam suche ziarnka piasku wodą z różowej konewki. nasłuchuję czy już idzie ta burza.

6 komentarzy:

  1. Upał nieznośny, zbyt wysoka temperatura, w moim słonecznym z każdej strony mieszkaniu trudno wytrzymać... Wczoraj miałam więcej gości, więc piekłam mięso w piekarniku, zrobiło się od tego jeszcze cieplej... Wentylatory nawet nie pomogły...
    Czasem trzeba zjeść frytki... Nie można sobie wszystkiego odmawiać , by dbać jedynie o linie... nie ma co się "katować", odmawiając sobie lubianego jedzenia... Kapelusz prawie niewidoczny - Krystyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek dbała o linię, typowa projekcja.

      Używanie piekarnika w upały jest wyborem. Dość oryginalnym, nie powiem ...

      Usuń
  2. U mnie dzisiaj +44 'C w cieniu🌞
    Nie mam sily :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, też nieźle. Lubię gorąco, ale nie da się ukryć, że sapię :).

      Usuń
  3. ja jem niezdrowo nie tylko w upały, widocznie mój rozum kiepsko funkcjonuje w różnych okolicznościach...
    Słońce bardzo oryginalne :D A reszta pracy też ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja staram się jeść mądrze, a latem zazwyczaj jest o to łatwiej, bo sporo smacznych owoców i warzyw.

      Usuń

miłego dnia. have the nicest of days