wtorek, 8 lipca 2014

gabo

mija trzeci miesiąc jak nie żyje, szturchnięta wpisem Bellony zaczęłam sobie mościć kilka minut dziennie na parę kartek z wydania Vintage. bez wątpienia mistrz języka, chciałabym poczytać też tłumaczenie polskie i hiszpański oryginał. od czasu do czasu zerkam do słownika zdumiona rozmiarem własnej niewiedzy :).

po południu upał zelżał w dość nędznym deszczu i można było chwilę posiedzieć z mocną kawą na tarasie. patrzyłam na gołębie sąsiada, które, jak w amoku, szybowały w kółko. rok temu akurat szurałyśmy z Luśkiem po ulicach Krakowa ... wybrać się jeszcze w tym roku na Kazimierz, powęszyć za dobrym sernikiem, zapachem przeszłości ...

a tymczasem pierwszy raz od początku do końca zamierzam obejrzeć mundialowy mecz (w cudownym miejscu burze lubią przychodzić po zmroku, ale może nie tym razem). dzisiaj półfinał Brazylia-Niemcy. kibicuję naszym sąsiadom oczekując, że "przegrani wracają do domu" nabierze tej nocy dziwacznego znaczenia ...

4 komentarze:

  1. Nasi sąsiedzi wygrali...Dali " łupnia " gospodarzom mundialu...Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż było mi Brazylijczyków szkoda ...

      Usuń
  2. a ja właśnie jem smażonego mintaja, sprzedawczyni powiedziała żonie w sklepie że taki drogi bo świeży, ciekawe jak do mojej wiochy trafił bo ta ryba pływa w północnych wodach Pacyfiku ........ hmmmmm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że należysz do ludzi, którzy rozumieją słowa, które się do nich mówi. Tacy mają ciężki żywot :D

      Usuń

miłego dnia. have the nicest of days