sobota, 19 lipca 2014

może jestem interesująca. to się zdarza.

wczoraj Niunia nieomal dostała udaru słonecznego, bo zła ze mnie matka. spodek zimnego mleka pomógł, ale od dzisiaj spacerujemy tylko rano lub późnym wieczorem.

tydzień minął pod znakiem poszukiwań samochodowych, we wtorek oglądaliśmy opla, w środę hyundaia, dzisiaj po całkiem dobrym łososiu w greko pojechaliśmy do skody, peugeota i renault. w skodzie na armii krajowej przez pięć minut nikt do nas nie podszedł, więc wypadli z rozważań. jesteśmy zawaleni broszurkami. po zakupach zjedliśmy lody. jemy ich sporo ostatnio. pijemy, jemy grapefruity, pocimy się, podlewamy ogródek, tata gwiżdże. prawdziwa oranżada smakuje landrynkami. to czym smakują landrynki?

kiedyś myślałam, że jeśli będę oglądała więcej programów informacyjnych, to będę więcej wiedziała o świecie, a jak będę więcej wiedziała, to będzie mniej głupków

{zdjęcie pluszaka wyciągniętego z wraku na Ukrainie ... zerknęłam na sekundę, już nie będę patrzeć. to nic nie daje. nie jest mniej głupków. z mediów można wywnioskować nawet, że jest ich więcej, mnożą się jak australijskie króliki przy estymacjach, naciąganych relacjach, wydumanych interpretacjach i gównonośnych komentarzach pod njusami}

to było z gruntu błędne, optymistyczne założenie. ja po prostu statystycznie nie robię różnicy. i trzeba to teraz jakoś przetrawić, żeby ocalić rzeczywistość.

3 komentarze:

  1. wyfrunął mój komentarz a był chyba

    OdpowiedzUsuń
  2. A jednak mimo wszystko trzeba śledzić informacje...
    Landrynki smakują oranżadą... Zasada odwrotności....
    Teraz na topie skody, to dobre samochody, solidne.
    Pozdrawiam - Krystyna

    OdpowiedzUsuń

miłego dnia. have the nicest of days