sobota, 31 stycznia 2015

to

nie był zły styczeń. styczniu! nie byłeś zły! wyjaśniły się pewne sprawy, ot i wszystko. a że nie tak jak chciałam, życie. godzę się z tobą, to był sensowny początek roku. żadnych nieszczęść, żadnych ciężkich chorób w rodzinie, koty chodzą wypasione ... oby tendencja się utrzymała jak najdłużej :).

w rozlazłym nastroju wybrałam się dzisiaj na uczelnię (a w głowie mi grało "lubię wypić, choć niestety bardzo słabą głowę mam", czyj to tekst kochana? zagadka taka weekendowa :p), ale po drugim z serii pięciu egzaminów, które muszę zdać w tym semestrze, zostałam już do końca. Renia była, okadziła mię papierochami, że mnie nikt nie uroczy przez następne dwa tygodnie i mi zapodała tekst na kolejne egzaminy "to przynieś szare mydło, będziem się ciąć". podobno jest takie powiedzenie ... nie wiem ... Renia jak na kobietę ponad pięćdziesięcioletnią obraca się w podejrzanym towarzystwie. hospicja, takie klimaty ...

a zostałam "do końca", bo wykłady doktor Porady (jak to się ładnie rymuje ^^) nie są przeze mnie opuszczane z trywialnych powodów. wspaniała kobieta i ma łeb jak sklep. dzisiaj było o tym jak niewolnictwo chłopów w XVII wieku wyjaśnia zjawisko umiłowania prawicy na wschodzie Polski. oraz czy anorexia nervosa czymś się w ogóle różni od anorexia mirabilis. ha! no i prawie zgubiłam moje rękawiczki w kolorze kiwi. ale odnalazły mnie, gdy po nie wróciłam i już mówię panu portierowi, że prawda, rękawiczki i w kolorze kiwi (od razu mi przyszło do głowy, że gadam jak popierzona, bo dla niego to powinna być wersja, że zielone), ale patrzę ... leżą sobie bidule i czekają. pan portier nawet chciał mi dać czapkę z pomponem na to konto, że wróciłam biegusiem z mroźnego świata na zewnątrz, ale odrzekłam, że ja już mam bez, a tam ktoś pewnie chodzi z głową zmarzniętą, bez czapki, bez pompona, i się martwi.

cała wesolutka zajechałam z rodziną do hiperka, zjedliśmy nadprogramowy obiad, wypiliśmy kompot z jednego kubka, z matką przytuliłyśmy nosy do szyby za którą była bransoletka za sześć tysięcy. oj tam. tak naprawdę większość rzeczy do których tulę nos za szybą nie jest mi do szczęścia potrzebna i ja to wiem. po prostu nawyk tulenia. bo lubię przywierać ^^. a na koniec tego dnia dwie rzeczy kupiłam z zestawu Starej Mydlarni: sól z Morza Martwego do kąpieli i solny peeling. do tej pory używałam tylko peelingów cukrowych, więc na koniec tego stycznia, styczniu, to było nowe, ciekawe uczucie. byłeś dobry, jestem gotowa na luty :).

4 komentarze:

  1. Dla mnie styczeń był bee, i się tez ciesze ze jutro juz luty. a w walentynki mam urodziny a 15 mój pierworodny zaraz dzień po mnie, i w ostatnia sobotę karnawałowa się urodził i dlatego taki wesoły z niego czlek .hehe. Buziaki-;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja w Walentynki mam kolejny egzamin :D.
      Więc będzie to dobry czas, miejmy nadzieję, że dla nas obu.
      Uściski :*

      Usuń
  2. Mój styczeń też był miły, nawet bardzo...życzę miłego lutego :)

    OdpowiedzUsuń

miłego dnia. have the nicest of days