poniedziałek, 2 lutego 2015

skończyły

się ferie i wstawanie po ósmej rano, niestety. stety, zaskoczyła mnie zupełnie niezasłużona, semestralna piątka z diagnozy oraz wiadomość od Templariusza, który mnie poinformował z własnej i nieprzymuszonej woli, że jedzie na cały miesiąc w regiony zamieszkałe swego czasu przez ludy kultury pucharów lejkowatych i amfor kulistych w celu szkolenia się, i że się odezwie jak wróci. zdziwiłam się, że chce podtrzymać kontakt, ale odpowiedziałam jedynie "dobrze". czyli postąpiłam wbrew radom Kasiuni i Ewelki, że jak psychologiczne podejście nie działa to "zjeb go od góry do dołu, może tego potrzebuje". Ze zjebaniem zawsze się zdąży, parafrazując klasyka.

i co tam jeszcze? zazdroszczę Amerykanom Super Bowl Sunday. mam ochotę poświętować całodziennie, a Wielkanoc daleko. tymczasem zaczęłam się zdrowo odżywia (chwilowo) i zostałam koordynatorem bukwiczego, więc mój status z "jestem straszliwie zajęta" zmienił się na "jestem kurewsko zajęta". nie, nie robię nic sensownego. przyczyniam się do znikania lasów deszczowych. jest mi z tego powodu bardzo wstyd.

2 komentarze:

miłego dnia. have the nicest of days