niedziela, 12 kwietnia 2015

...

cóż to był za świetny dzień, ta sobota. zrezygnowałam z callaneticsu z powodu ilości przysiadów jakie zrobiłam w ogrodzie. zioła zostały zasiane. większość drzew dopiero zaczyna się zielenić, tylko dzika mirabelka za płotem obsypana i pachnąca jak panna młoda.


moja praca mgr jest w stanie równie żałosnym, co poprzednio. zamiast cokolwiek pisać tfurczo spędziłam dwie godziny na ponownym oglądaniu Maurycego. ten film zawsze budzi we mnie to miłe, słodkie uczucie, głównie z powodu akcentu Aleca Scuddera:

źródło GDZIEŚ TUTAJ :)

rano wróciłam więc do książki. czytałam ją pierwszy raz już 20 lat temu :). w środku znalazłam pocztówkę z życzeniami bożonarodzeniowymi od kol. IzyC z roku 1997. o, zawsze myślę, że powinien być jednak ten romantyczny epilog, gdy Kitty spotyka w lesie dwóch drwali (w Polsce to byłyby zapewne Bieszczady).

poranek niedzielny niezdecydowanie rześki.
do pracy (mgr) rodacy!

2 komentarze:

  1. Też czasem wracam do dawnych lektur, zwłaszcza do tych, które lubię... Zwykle jest to moja lektura śniadaniowa..., zwłaszcza teraz gdy najczęściej śniadania jadam sama... Krystyna

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałam, że już skończyłaś te trzecie fakultety, chyba mi się już wszystko miesza.

    Dasz radę, masz wprawę. :)

    Ja walczę z awansem, czyli ze sprawozdaniem. Nie mam nerwów do opisu i analizy przypadków. :((

    Buziole, Siostro!

    OdpowiedzUsuń

miłego dnia. have the nicest of days