sobota, 25 kwietnia 2015

przetarłam się

i żałuję, że nie poszłam na wczorajszą imprezę pracowniczą. ostatnią opuściłam z powodu łamania w krzyżu. nie wiem jaką wymówkę wymyślę następnym razem. na razie trochę jeszcze kaszlę, ale jest lepiej niż myślałam, że będzie.

poza tym wybrałam się do US po pitupitu i wpadłam na Boszenkę, która rozlicza się i zaraz jedzie do Reykyavik. ma włosy marchewkowe :). a pitupitu mają mi oddać 59 zł. i odliczam 1% dla Norberta.

piątek chciałam zakończyć Czerwonym Świtem - taką klasyką ery reaganowskiej (czuć w nim żal, że wojny światowe odbyły się w Europie, bo tylu filmów o bohaterstwie amerykańskich cywilów przez to nie nakręcono). 30 lat temu uznano ten obraz za niezwykle brutalny (jak to wszystko jest względne :)), ale Swayze taki niewymięty i Jennifer grała ze swoim starym nosem, więc oglądam, oglądam ... ale od czego są przerwy na reklamy? i w czasie takiej przerwy czytam na necie, że zmarł prof. Bartoszewski. Prof. zmarł chyba podobnie jak dziadek Bronek, chodził sobie i nagle fajt i zmarł. w wiadomościach ściemniają coś, że go najpierw zabrano po południu do szpitala, ale pewnie wtedy już było po. ludzie z tamtej epoki nie zawracają głowy wiadomościami, że umierają, chyba że naprawdę to coś pilnego. dziadek powiedział "umieram" i umarł, bez ściemy. tak. pewnie tak właśnie było i w tym przypadku. do filmu już nie wróciłam.

dzisiaj miałam na wykładach dużo Reni. zabawiała mnie rozmową jak to wstrzymywała sikanie dwa dni, a potem to już naprawdę nie mogła i wylądowała w szpitalu, oraz cytatami z apokalipsy św. Jana. zrobiła mi nawet notatkę, gdy wyszłam z wykładu na chwilkę, czyli w sumie na pół godziny, żeby w spokoju zjeść dwie kanapki (no dobra, trzy) zanim wszyscy Hunowie pod wodzą Attyli wpadli do baru.

Templariusz ma dzisiaj urodziny bardzo okrągłe. złożyłam życzenia, ale oczywiście w efekcie tylko się wkurzyłam. teoretycy stałości bywają nie do strawienia. szczególnie, gdy kończą 40 lat.

pogoda jak latem. tata zasadził na miejscu wejmutki ketmię, odmianę Marina. ja natarłam sobie dłonie rozmarynem. wącham. po prysznicu palce już nie pachną. jem krówkę, zjem drugą, bo na tej pierwszej napisano "jedna krówka to za mało". słusznie.

1 komentarz:

  1. Zamiast sosny ketmia syryjska ? Mają być kwiatki? Nie przepadam za słodyczami, ale krówki lubię , potrafię na poczekaniu zjeść nawet i dziesięć... , podobnie z kukułkami... Na imprezy chodź , póki na to pora i zdrowie... Cynko, widać , że humor Ci dopisuje
    i bardzo to dobrze! - Krystyna

    OdpowiedzUsuń

miłego dnia. have the nicest of days