niedziela, 10 maja 2015

irasmussamsing 30.4-9.5

dzień pierwszy / czwartek



tej pierwszej nocy, nocy Walpurgi, śni mi się, że jesteśmy wszyscy szczęśliwi na pięknej plaży, a ja jestem zakochana. przez kilka dni będę się wskrobywała na to trzecie piętro 378 razy.

dzień drugi / piątek

zadania teatralne są świetne.



po tańcach z eS gramy balonem. Dżi nie próbuje mi zrobić zdjęcia moich teeth ani moich tits, tylko tea! rozmawiamy też z Wolfiem o bardzo dzikich bobrach. wieczorem przez 5 godzin mam ciągły plan pójścia pod prysznic, wypala to dopiero pk. północy.

dzień trzeci / sobota


dzień flagi. rano w czasie brykania Nika dotyka przypadkiem moich boobies, a Mł oczywiście też przez przypadek nieomal łamie mi lewą nogę.

wieczorem przeprowadzam różne rozmowy, w pok. 304 o life, w pok. 401 podają mi zbyt wiele szczegółów z życia ministranta, ok. 22 Wika nawija mi o fandomie Harry'ego Pottera. gdzieś pomiędzy Dżi polewa raki.

mam sen o tobie, z którego nie chce mi się budzić, a potem następuje niedziela, którą spędzam przez ciebie w stanie delirium.

dzień czwarty / niedziela


niedziele niekoniecznie są takie jakie byśmy sobie planowali. ale mój sikret friend mnie kocha, tak mi napisał(a).


po śniadaniu z Dżi, Wolfiem i E. gramy w baloniki.

- are there any adults in this room?
- She is! - Dżi points at the waitress.

now i know. I have got a CRUSH!


na klatce schodowej chłopak, który nie chciał jeść obiadu opowiada mi o tym, że zerwał właśnie z dziewczyną. ćwiczenia teatralne są pełne niby absurdalnych wypowiedzi typu enjoy your death now.



jak widać na powyższej mapie, na świecie jest Upper Austria i Lower Austria. w prawym górnym rogu ta mała, czerwona kropka to rosyjska łódź podwodna. oczywiście jest również Polska, Macedonia i Turcja (Turcja jest dość ważna). ale najważniejszy jest Lichtenstein, odwieczny wróg Austrii ... tylko Salafiści są od nich gorsi.


dzień kończę gorącym prysznicem i bonfirem, tudzież rysunkiem z ośmiornicą jeżdżącą na wózku inwalidzkim na dłoni. Dżesika uświadamia mi, że jest pełnia księżyca.

dzień piąty / poniedziałek

poniedziałki są piękne, są piękne poniedziałki. samsing tell mi samsing. jedziemy do miasta powiatowego zrobić flashmob do piosenki Waka waka, potem wdycham chlor w aquaparku. to piękne miejsce. trzeba coś zrobić z moją nieumiejętnością pływania. po obiedzie, tak jak chcę, rozmawiamy twarzą w twarz przez godzinę.

- wygląda pani jak neon.
- raczej neonka.
- nie, one szybko zdychają ...
- nie wiedziałem :E

po 19 leżę a w głowie gra mi bośniacka EMINA.


czasem siedzenie na chodniku w korytarzu jest czulsze od najlepszych frykasów w pałacu. Wolfie opowiada o Brechcie, Stanisławskim i Grotowskim. tłumaczy ideę pure theatre. waterrr w szklaneczkach.

dobrze jest usłyszeć pytanie idziesz już spać? najpierw ja się nie spieszę, potem ty się nie spieszysz i tak wchodzimy oglądając się nawzajem na siebie. schody są strome.

dzień szósty / wtorek
w kolejce do makaronu:
- jestem dużym chłopcem ...
w odpowiedzi niechcący zerkam na jego brzuch
- grabisz sobie. twój trup płynie do mnie nurtami Gangesu.
otóż i dzisiaj first time in my life płynęłam kajakiem. na najwolniejszej rzece polski, odciek pomiędzy Miliczem i jazem sułowskim. ponieważ wzięłam plastikowe wiosła, miałam mokre całe spodnie. osiągnęłam jednak moment, gdy płynięcie stało się przyjemnością.



wieczorem było słuchanie The Doors, było obserwowanie osób podczas śpiewania Männer sind Schweine :) i rozmowa z E. naszpikowana samsing. sen po 2 w nocy.

dzień siódmy / środa

ciężki, mokrym, ciepły dzień. dzieciaki pierwszy raz widzą scenę na której mają wystąpić.



zamiast lunchu w hotelu wybieramy się całą watahą do lokalnej pizzerii. potem patrzę jak Wika przepisuje te kulfony straszne i jest mi ciepło na sercu. nawet, gdy patrzę jak ludzie grają w ziemniaka.


kładę się przed 12, żaby grechutają, kocham gdy się uśmiechasz.

dzień ósmy / czwartek
trudny dzień. czas ewaluacji. ludzie relaksują się w różny sposób. Dżi chodzi wokół klombu i mówi do siebie.


wizyta w pracy daje mi do myślenia. pracownicy fabryki są mało interesującymi, zblazowanymi kukiełkami. nie widziałam tego, gdy wychodziłam stamtąd w zeszły czwartek i niemożliwe, żeby od tego czasu aż tak się zmienili. przedstawienie ma moc. szalejemy, śpiewamy, Wolfie fruwa na ramionach dzieciaków. wszyscy chyba czujemy ulgę.


Pe uczy mnie gry w uno. następnego dnia już wygrywam 3 razy :).


wieczór i noc niezwykle zimne. miałam zamiar zostać do późna pijąc waterrr, ale kładę się spać o północy.

dzień dziewiąty / piątek


wybieramy się do Wroclove na city game, moja grupa kończy ją na drugim punkcie, potem szura do galerii.

jem lunch w smakach Azji i widzę jak szurasz gdzieś przygarbiony wymachując reklamówkę. znajduję cię w kfc za ścianą i to mi do szczęścia wystarczy. stałam się w ciągu tego tygodnia minimalistką.


dosiadam się na chwilę do tej ławeczki.



nie zauważyłam, że już kwitnie rzepak w pełni.



dzień dziesiąty / sobota
ten dzień zaczyna się moją wygraną w uno w środku nocy. przed snem mamy jeszcze przedziwny incydent ludowy w wykonaniu tubylców. krew w żyłach się nam ścina.
uno to świetna gra. mogę dotykać twojej ręki.


tak. wstaję wyjątkowo wcześnie i obserwuję powolne sprzątanie i  pakowanie. jak już trzeba wejść do autobusu, nikt nie wchodzi, każdy czeka kto zrobi ten pierwszy krok. odtańczymy jeszcze raz taniec. E. mówi, że jeśli będę w wakacje w pobliżu Grazu, to wiesz. wiem. robię parę zdjęć pustych korytarzy i pokoi. może do widzenia.


jakoś tak pożegnaliśmy się na dystans więc uścisnę cię w pracy. dzisiaj śmierdzę smutkiem. przepraszam.

love - john lennon

1 komentarz:

miłego dnia. have the nicest of days