niedziela, 14 czerwca 2015

to były

wieczory bezsensownych, męczących rozmów.

wron/a został w piątek oddany do ośrodka. wczoraj wykonaliśmy telefon, chyba będzie fruwał, tylko mocno poobijany i odpoczywa w pięknych okolicznościach przyrody. tutaj jedzie sobie taki trochę zestresowany:


a to nowi sąsiedzi:




potem trochę daliśmy się oprowadzić jednej włochatej koleżance:


będzie mu tam dobrze. miastowy wron, jeśli da radę fruwać, zostanie wypuszczony w środku borulasu. taki zakręt losu.

burze dwa wieczory pod rząd, wczoraj pogodowo był już Meksyk w pełni lata. lipy zaczęły brzęczeć. napisałam egzamin z etyki, szło mi marnie. gdy dojechałam do uczelni ok. 19, wisiały nad nami mammatusy. gdy w końcu wzięliśmy się do pisania (- miałam was o coś zapytać ... ale zapomniałam, - yyy, - jeden be, - czy ktoś włączy tą klimatyzację???. jak zwykle zwijałyśmy się ze śmiechu, Renia siedzi przede mną, mówi, że jest głucha na lewe ucho ...), deszcz i błyskawice runęły na blaszany dach.

czemu rozmawiam o poranku z Templariuszem? nie mam pojęcia :)

1 komentarz:

  1. Może z powrotem powróci do miasta?
    Chmury z bąblami zwiastują burze. U nas burz nie było, tylko przelotne deszcze. I burze, i deszcze są potrzebne. Zaczyna być parno... Krystyna

    OdpowiedzUsuń

miłego dnia. have the nicest of days