piątek, 31 lipca 2015

blue moon friday

- dzień dobry (templariusz wczoraj rano)
- dzień dobry (ja wczoraj po południu)
- Już się nie gniewaj na mnie.
no i w taki to sposób nadal gadam z tym głupkiem.

jak gnój ma wisieć, to nie utonie. ale to już nie o Tempku, gnojem jest gość, który jechał dzisiaj z Luśkiem do Nikozji. onegday (co za piękne słowo, ciekawe jakby to przeczytał Anglik) przekonałam się, że jest gnojem w całej okazałości. ale ponieważ jestem nie tylko dobrą przyjaciółką, ale też osobą dość rozgarniętą intelektualnie, nie powiedziałam Lusi "ja albo on". albowiem powiadam ci, niektórym trzeba tylko dać trochę czasu. Luś się oświecił w środę wieczorem, gdy Ska pociągnął za dużo i zaczął się czepiać nie wiadomo o co. bardzo to zapewne wzbogaci nasze spotkania kawiarniane po powrocie z Nikozji. jej powrocie, bo ja siedzę w domu. i mam sny ...

... śnił mi się Mikołaj Roznerski. poważnie. i konkurował z Antonim Pawlickim. poważnie! a poza tym miałam wizytę u pana macanta ...

... młody, całkiem przystojny, ale nie rozgrzał mi najpierw tego żelu w dłoniach. za to pani protokolantka jakaś taka nie w humorze była. może jej kot choruje, czy coś. dwa gnoje nadal tam są. w prawej piersi torbiele się pozmniejszały, nie wiadomo dlaczemu, czyli z punktu widzenia medycyny jestem interesująca. ogólnie obleci. z rana na smutno wciągnęłam mrożoną pizzę (oczywiście po rozmrożeniu), po wizycie macanej napiłam się z tatkiem kawy i zjadłam firmowe ciastko w kawiarni oraz kupiłam sobie w lidlu miętowego nietoperka. piątek, choć rozpoczęty tak filozoficznie, uważam za dzień udany.
głowa w górę, zobacz ten księżyc.

--------------------------------------------------------

2 komentarze:

miłego dnia. have the nicest of days