poniedziałek, 20 lipca 2015

poniedziałek wakacyjny :]

(z jakichś powodów nie mogę się zalogować na yahoo, co z kolei zablokowało mi konto na flickrze. to jedyna gówniana chmurka tego dnia)

nad Wroclove przeszła wczoraj nawałnica, której efekty mogłam oglądać z okien tramwaju 24 w drodze do biblioteki. oddałam dwie to przytaszczyłam cztery (książki). zrobiłam zdjęcie paru krzaczkom, ale było i kilka drzew, które po prostu wypadły razem z korzeniami. wcześniej poszłam do piekarenki po ciastko z mandarynką. po powrocie do Tcy poszliśmy sobie w trójkę na chińczyka. lody zostały zakupione. wiatrak chodzi. doceniam wszystko, chociaż Templariusz mi przez komunikator sygnalizuje, że p o t w o r n i e gorąco i nienawidzi każdej chwili. dla mnie jest bosko. nawet wiem, co zrobię rano. otworzę okno o 5, wykopię się spod kołdry i gdy wszyscy pójdą sobie pracować g d z i e i n d z i e j, z wystawionym tyłkiem będę spała do ósmej. Ósmej!





... a po zajrzeniu na archiwum lipca z zeszłego roku uświadamiam sobie, że o pół roku przegapiłam wizytę u pana co maca mi cycki i że Billy Joel zamiast wydawać nową płytę właśnie ma nową żonę i nowe dziecko w drodze. czyli wszystko u niego gra i pobłyskuje, a jutro telefon do pana macanta musi być ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days