środa, 29 lipca 2015

przydymiona.

zamglona. tak się czuję. nie jest źle. liczę na palcach do pięciu w drodze do apteki, bo mam kupić pięć rzeczy. nic mi nie jest. świat się lekko kołysze i skończyły się podpaski. wstałam około siódmej, nie obudziłam się chyba do teraz. czytam Czubaszkę do końca. niektóre fragmenty są świetne, inne nie. pogoda bardzo przyjemna, nienachalna. poszwy i prześcieradło schną błyskawicznie w miłym wietrze. wspaniale będzie mi się wylegiwać. w zeszłym życiu byłam pewnie kotem, lubię się układać na świeżym praniu. poprzedniego wieczora zaskoczył mnie w oknie księżyc prawie w pełni (za dużo pełni w tym miesiącu, może dlatego sypię się jak układanka?) z poniedziałku na wtorek śniłam, że osa użądliła mnie w czoło, tego prawie-poranka śnił mi się pan Darcy. obudziłam się w niezłym nastroju, choć wspomniałam już, że się jeszcze nie obudziłam. w drodze do apteki, kołysząc się, miałam nastrój wprost wyborny. potem w ogrodzie skończyłam Czubaszkę. wypiłam sok pomarańczowy ze sklepu. jest naprawdę nieźle. pranie pachnie wiatrem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days