wtorek, 4 sierpnia 2015

czy dzisiaj jest wtorek? chodź, opowiem ci długo o poniedziałku ...

bywamy czasem.
wczoraj bywałyśmy razem z ma we Wroclove.
zamiast jak normalni ludzie wsiąść w tramwaj, po wizycie w T&J, tym spożywczym, który tak mi przypadł do gustu kilka tygodni temu, poszłyśmy z buta ulicą Pomorską:


okazało się, że na Dubois jaśnieje już pomiędzy kamienicami nowa, ładna plomba. jeszcze kilka lat temu po prawej, na budynku MDK śródmieście, był fajny mural. a teraz bloki APA Kuryłowicza:


z Dubois skręciłyśmy na most uniwersytecki i dalej. naoglądałam się w swoim życiu tego pana powiewającego swoimi genitaliami:


szpada jest w całości, fontanna działała. trudno sobie wyobrazić, żeby go tu kiedyś nie było. a nie było go tu, latem roku 1904.

bywamy we Wroclove za rzadko - w mojej głowie nadal w tym miejscu był sławetny i równie brzydki Kalogródek (w którym w środku nie byłam ani razu zresztą).


i z całą pewnością nie pamiętałam tego krokodyla:


miłym zaskoczeniem są takie rzeźby :). ujęła mnie prawie tak mocno jak krakowska świnia na Wiśle.

niemiłym zaskoczeniem była za to kartka na drzwiach naszego pierwszego miejsca przeznaczenia. lato okazuje się za gorące dla misiów:


było to dość oburzające. jeśli pamięć i zapiski mnie nie mylą, na ostatniej wyprawie misiowej byłyśmy dawno temu, i trzeba to doświadczenie powtórzyć, bo szyld już im blaknie.

czasem podczas takich wypraw zauważa się pewne rzeczy po raz pierwszy. my idąc Kuźniczą, po raz pierwszy zauważyłyśmy pod ścianą płaczu Bankomatki - Bankomatnika, Pinka i Chipusia:


rozglądając się co tu i tam nowego, w końcu doszłyśmy do Empiku. nie kupujemy w Empiku, ale kupiłyśmy tym razem 1) ze względu na głęboki intelektualnie protest "nie kupuję w Empiku", bo to by znaczyło, że jesteśmy w tej wątpliwej elicie 2) tata potrzebował czegoś na prezent dla pewnej pary Niemców. przy okazji kupiłam "Niezbędnik ateisty" Szumlewicza. tytuł jakiś taki nie za porywający, ale liczę na ciekawe wywiady.

następną godzinę spędziłyśmy na Rynku w Greco.
klasyka gatunku, bo zamówiłam łososia. zaczynam się nim chyba przejadać. najwyższy czas.


po obiedzie wybrałyśmy się tą stroną Rynku w kierunku Marks&Spencer.

przy okazji domyślałyśmy się, czemu Głuchak, Ślepak i W-skers pod wrocławskim ratuszem mają wybłyszczone czapeczki.


... a niedźwiedź obok piwnicy świdnickiej złoty język:


mają służbę od czyszczenia.
w marksie&spencerze kupiłyśmy dziwne rzeczy, np. wodę mineralną ze Szkocji i herbatę malinową na kranówce z Irlandii oraz czekoladę z mlekiem krów z wyspy Jersey :P. lubię to miejsce ...

wracałyśmy tą samą Kuźniczą i przysiadłyśmy na chwilę w cieniu nowych drzew, które w planach mają być wielkimi, jak te, które wycięto, ale na razie prezentują się tak:


trudno w takim słońcu robić zdjęcia, ale coś tam nastrzelałam kompulsywnie.

w drodze powrotnej w zdrowym odruchu ratowania stanu elektrolitów zapijałam się oczywiście herbatą malinową z irlandzką kranówką:


potem wszyscy(śmy) odpoczywali. przed ósmą wieczorem było ok. 30 stopni w cieniu. więc naprawdę ... a potem było najmilsze zaskoczenie, bo ktoś zaprosił mnie na kawę i lody ... i w mojej wyobraźni planuję, że będzie tak:

źródło

8 komentarzy:

  1. Autorem fontanny jest Hugo Lederer (1871–1940), który studiował u wrocławskiego rzeźbiarza Christiana Behrensa, później został profesorem berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych. Wrocławska legenda głosi, że Szermierz przedstawia studenta – być może nawet samego Lederera – który przybywszy do Wrocławia na studia, został podstępnie spojony przez starszych kolegów, przegrał w karty wszystko prócz szpady. Byłam tam i przewodniczka to opowiadała bardzo ciekawie. Dziękuję Cynia za taki piękny opis z Wrocławia miasta w którym urodziła się moja babcia ze strony ojca. Pozdrawiam Cię Cynia ślicznie:D

    OdpowiedzUsuń
  2. No, poruszyło, więc coś piszę... We W. byłam raz, ale teraz szłam dzielnie razem z Tobą, rozpoznając wiele miejsc. Akcja z linkami - rewelacja! Może to pomysł na serię przewodników? [To już drugi szerszeń dziś lata mi po pokoju; pokojowo nastawiona czekam aż wyleci].

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco, więc nie śpię ...
      Sama przypominałam sobie wiele rzeczy, które myślę o tych miejscach i grzebiąc w głowie podlinkowywałam to, co kiedyś gdzieś ...

      Jesteś bardzo dobrą kobietą @idoczerwcowa - bo o ile lubię insekty, po ugryzieniu przez takiego wielkiego baboka, tłukłabym kapciem wszystko, co go przypomina. Czyli pewnie miałabym PTSD.

      Usuń
    2. Żebym ja była taka dobra do ludzi... [BardzoZłyDzień - Dobrzy Ludzie twierdzą, że jestem Bardzo Zła]. A stres pourazowy nie powinien objawić się chowaniem pod kocem? Tłuczenie kapciem diagnozuję w grupie: Ostra Zemsta.

      Usuń
    3. PTSD objawia się różnymi różnościami :).

      Usuń

miłego dnia. have the nicest of days