piątek, 7 sierpnia 2015

spływający piątek*

umówiłam się z Lu na ploty i oczywiście ... czekałam na nią w M. godzinę (najpierw pół godziny, bo nie miała telefonu, więc wpadła powiedzieć, że musi coś jeszcze załatwić). zjadłam lody, wypiłam herbatę, dostałam telefon od Dżi, że może po trzeciej. potem zmieniłyśmy lokal. ponieważ we włoskiej nie było klimatyzacji, a w południe żar już zatykał płuca, poszłyśmy na stare śmieci. Luś zajął się ryżem z warzywami, ja wegetariańską pizzą i tak przejadłyśmy i przepiłyśmy czas do trzeciej. dostałam wiadomość, że dzieci jadą na basen, więc niestety drugie spotkanie się nie odbędzie. nie moja strata, to nie on miał na sobie koronkowe desu ^^. streszczenie Lusiowej podróży: wolę na wycieczkach spać z tobą. zgadzam się. z perpektywy czasu zeszłoroczny czilałt po rzyganiu wspominam jako jedno z lepszych leżakowań w klimatyzowanym pomieszczeniu z nosem we włosach Lu w moim życiu. jeśli to ma jakiś sens. tak.

(wspominałyśmy też boskiego kelnera z restauracji przed rzyganiem. gdzieś tam, daleko, piekły go te jego piękne uszy)
* potem, oczywiście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days