poniedziałek, 17 sierpnia 2015

to naprawdę już ten czas

zrobiłam dzisiaj list of things to do w czterech punktach i wykonałam wszystkie. ale dzisiaj nie zajrzę na pocztę, żeby przeczytać czy się praca spodobała. dobre wiadomości zostawię sobie na jutro rano ... :) albo rzygnę, jak nie, ale to też jutro rano. po herbacie, żeby było czym.

oto czas dupościsku nadchodzi. jutro jeszcze fryzjer i Luś - spotkanie porandkowe. i wróciłam do rękawiczki styczniowej! gorzej nawet! zrobiłam prawie całą i właśnie już zabrałam się do kciuka, żeby się przekonać, że najprostsze techniki nie zawsze są najlepsze (czyli coś jak z seksem. czasami. if u know what I mean). muszę spróć do tego cholernego mankietu, którego nie mam ochoty już poprawiać i zrobić klin, czyli nauczyć się robić klin. bo nie wiem jak się robi klin i dlatego mitenka leży od stycznia. może to i lepiej, zrobię ten kciuk ciut szerszy. i będzie ładniejszy, bo tą prostą techniką jest szybko, ale do doopy, gdy już obejrzy się efekt (no mówiłam, że jak z seksem). nagle zapragnęłam być perfekcjonistką i mieć dobry klin. nie musi być od razu idealny, ale niech się przynajmniej zapowiada.

żona wróciła (czyż one zawsze nie wracają?). może nawet zacznę ten klin jeszcze dzisiaj. pięknie było w przyjemnej temperaturze dwudziestukilkustopni siedzieć na tarasie i robić na drutach. i nie myśleć o światach równoległych w których dzieją się rzeczy na które nie mam wpływu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days