środa, 12 sierpnia 2015

za-burzenia

wtorek: pierwszy gruby i niespodziewany deszcz spadł ok. 15. nie wiem do ilu wzrosła wilgotność powietrza, ale ledwo doszłam do ośrodka po receptę dla mamy. sauna.

a ok. 20:30 było tak:

niebo jakby zgęstniało, chmury zaczęły się wypiętrzać jak wielkie bąble.

drugi wieczór pod rząd prowadzę fb-owo rozmowę okołopółnocną z Dżi. zawiodło go dzisiaj jego kawasaki, prawa ręka przetarta, stłuczone biodro, kolano i kostka.

środowy poranek, Szczerbusia myje sobie uszy siedząc na dachu samochodu:


a to już Stefan, który dwa miesiące temu był zupełnie łysy, a teraz proszę:


kolejna burza przyszła tym razem po 17. na bieżąco zerkałam na przemieszczanie się uderzeń piorunów na realtimelightning. i coś jakby tak:


ale to nie był rainy day. to było o popatrz, deszcz pada a słońce świeci. zanim się rozmościłam na tarasie, żeby pooglądać błyskawice, już było po. coś mi się poplątało, marzę o pomarańczowych dyniach, myślę o Buce.

3 komentarze:

  1. a co do twojego komentarza, to Kiedyś miałam straszne problemy techniczne, myślałam że nie zagram, a jednak, się skonczyły

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas było chłodniej rano, potem już standard.
    Już napisałam, że nie chodzi o kwestie techniczne.

    OdpowiedzUsuń

miłego dnia. have the nicest of days