środa, 16 września 2015

cześć, jak samopoczucie?

yyy, użalam się. słucham Stacey (to nie jest nowa piosenkarka, to mieszkanka Buchanan, IL, która poprawia mi humor). wróciłam do lekcji hiszpańskiego, ale .... uwaga, uwaga, również niemieckiego. leżę do południa w wyrku. i mnie CM zapytowywuje jak wyżej. rozmawiam też z Templariuszem. pod płaszczykiem odgrzania naszej znajomości (że niby chciał się ze mną na kawę spiknąć w sobotę) dostałam bombę. T podejrzewa, że ma raka. dentysta wysłał go na cito do lekarza, a ten gupek nie idzie. rak. chuj, dupa i kamieni kupa. wyciąć, wyrzucić do śmietnika, nałykać się chemii, żyć. ale są tacy, którzy najpierw muszą się podelektować. mam do takich szczęście. rozumiem, że chodzi o przejścia z mamą. że też ja wybieram sobie facetów wg klucza: ma żonę + matka umarła na raka. poważnie. muszę mieć jakiś radar. eM, Temp, CM się wpisują w ten deseń. o Zet nie wiem, ale wyglądał mi na takiego ... podejrzanie.

w południe skoczyliśmy z tatkiem do miejsca, gdzie mieszkał w 59 (w zeszłym roku gdzieś o tej porze też wybraliśmy się na wspomnienia. i gdy odjeżdżaliśmy, Rózia też siedziała pod krzakiem). tatko powtórzył z 15 razy "tutaj był pałac".
a więc tutaj był pałac:


nawet wiemy jak wyglądał:


ale przyjechał kwiat polskości z tych wschodów, gdzie to podobno wszyscy dworki pozostawiali, i nie wiedzieli co z pałacem robić. do naszych czasów ostała się więc ino dziura po fontannie. 

tak sobie jechaliśmy, a tatko wspominał swoją babcię Helenkę, która lubiła popijać denaturat w celach leczniczych. a to widoczek powycieczkowy sielskianielski:


skok do łóżka. a to Łojtuś odpoczywający na parapecie:


i bawiący się w koszu na papier:


a to wieczorem winogron cascade pachnący skwaśniałym szampanem:


jest ciepło, żałuję, że chorując przegapiłam takie okoliczności przyrody. tata siedząc na tarasie wygrywa melodie, których jeszcze nikt nie słyszał ...

1 komentarz:

miłego dnia. have the nicest of days