czwartek, 10 września 2015

positivity challenge, day 14

1. druga a. patrzę na nich, gdy wszystkie moje niepiśmienne ciapy mówią sobie w parach dialogi i czuję jak, zupełnie nagle, dobro we mnie wsiąka i zwalcza focha.

2. kocham to dziecko, które na przerwach chodzi schylone naokoło szkoły, odmierzając kroki ruchami choroby sierocej.

3. ok, i jeszcze na siódmej, siedzą dwa moje ciołki i nagle słyszę tuputuputupu i przybiega dodatkowych pięć z włosem rozwianym, spóźnione, gdyż za winklem chowały się przed panią od matematyki, która chciała je zaciągnąć na swoje godziny karciane, a one chciały na moje ^^

taką mam właśnie pracę.
czuję się lepiej
nie wiem czy to zasługa wyzwania, czy po prostu tak wyszło, nagle uznałam, że bez sensu jest dalej cierpieć. i przestałam.

(w zasadzie poprawa zaczęła się w nocy, bo obudziłam się i przypomniałam sobie, że powinnam być smutna. muszę? naprawdę? już o piatej rano trochę mi się nie chciało).

tym optymistycznym akcentem kończę czternastodniowe wyzwanie uważności. sentencja taka na resztę życia: nawet jeśli jest do dupy, po co sobie psuć smak zupy.

1 komentarz:

miłego dnia. have the nicest of days