piątek, 4 września 2015

positivity challenge, day 8

1. na koniec tego pracowniczego tygodnia spotkanie z Ann i Luś w starym P. każda z nas dostała michę żarła (ja nitzę, Luś ryż z kurczakiem i warzywami, Ann bliżej nieznaną mi michę na której pomidory suszone przebywały on the top) i miałyśmy niby umawiać się na wycieczkę do Wawy. oczywiście gadałyśmy tak o wszystkim, że ... to be continued.

2. gdy wychodzę z przybytku i zbliżam się do zakrętu Jadwigi z tuzin nastolatków macha mi z drugiego końca ulicy wołając "dzień dobry" ... tak, jestem lokalną celebrytką. "dzień dobry" mówi mi też co trzeci wychodzący z tubylczych pizzerii.

3. zanim jednak nastąpił pkt. 1 i 2, CM kazał mi napisać do Ann, że nie potrzebuję podwozu. jak we śnie więc. parking z Don Pedrem, szczególnie ten septembrowy, widział mnie różnie ... a teraz jeszcze i to: spłoszona sarenka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days