niedziela, 6 września 2015

wrzesień & positivity challenge, day 10

w czwartek rano jaskółki zbierały się na drutach. wypatruję dyń, może będą na targu w przyszłym tygodniu. pogoda radykalnie odmieniona, unormowała się wokół 20 stopni i w tym kolejnym tygodniu będzie tyle lub mniej. już wczoraj Vojtkowi wypadły trzy zęby. Mozil napisał autobiografię. brzydki, jesienny dzień. status deszczu zmienia się pod wieczór z kapać na lać. Niunia pół dnia przesiedziała na swoim baranku, którego porzuciła na całe lato, znaczy: idzie chłód.

nie wiem czy dobrze robię. może nawet wiem, że robię źle. czasami tak się dzieje. myśli, które kotłowały się po mojej głowie od kilku miesięcy, nagle zaczęły się materializować. nie pytam, co potem. przecież nikt nie wie. więc z rzeczy, które wiem: od dzisiaj po 200 przysiadów dziennie przez miesiąc.

1. Starożytni Rzymianie (Meet the Romans with Mary Beard) na tvp historii.

2. pyszny obiad i drzemeczka po nim.

3. ktoś (znajomy CM na fb) wysyła mi przez przypadek, sam nie wiedząc jak, widok Samotni z czerwonego szlaku. nie znam człowieka, ale i tak miło. ja i wspinaczka skałkowa? dzisiaj jakoś sobie tego nie wyobrażam.

1 komentarz:

  1. Kupiłam dynię , miałam gotować zupę , ale nic z tego nie wyszło. jak dotąd służy do dekoracji... Dobranoc

    OdpowiedzUsuń

miłego dnia. have the nicest of days