czwartek, 1 października 2015

1 października

z A. i Luśkiem wybrałyśmy się po pracy do starego P., potem przeniosłyśmy się do bezy, żeby wciągnąć kawy. nie obyło się bez rozmowy o uchodźcach, teraz wszyscy rozmawiają o uchodźcach czy się znają czy też nie, więc i my nie byłyśmy lepsze. a w domu w tym czasie mały potwór z wypadającymi mleczakami stłukł mi nóżkę od kFiatka. trudno, zabiłabym na miejscu, ale kiedy wróciłam już słodko spał i mruczał, więc żyje i próbuje mi właśnie przegryźć kabel od laptoga. od poniedziałku robimy z CM wideokonferencje pod sporym wpływem palinki (wczoraj nawet z dźwiękiem, bo w końcu odkryłam, że co nie działa na fb, to działa na skypie). tematyka bywa różna, jeść pączki czy nie jeść, miś co klapnięte uszko ma i tym podobne. w związku z tym nie ukrywam, że czekam. nie wiem jak przeżyję powrót do normalności ...

i zimno jest rano, rękawiczki naciągam prawie do łokci, a tak chciałoby się aż do uszu ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days