poniedziałek, 30 listopada 2015

andrzejki bis (w życiu są noce i dnie, ale są i niedziele)

sobota zaczęła się średnio, pękła mi koronka. koleje losu weekendu wynagrodziły mi jednak to wydarzenie. krótko po południu pojechałam na uczelnię, a po 20-tej z Kaś tramwajem do wieniawy, gdzie już czekała na nas Duża Aś i Ewcia M. (Ewcia oczywiście w łazience robiła się na bóstwo przez następne dwie godziny, z rzadka tylko wyglądając z coraz to większą warstwą mejkapu na twarzoczaszce). były różne rzeczy, miałyśmy nawet antipasti rodem z biedronki:


a tutaj widok na Wro z pok. hotelowego nr 908, gdy Big Aś i Kaś udają, że się nie zaciągają:


oraz przykład jak potrzeba jest matką wynalazków, czyli kubek z obrzyna butelki:


tak sobie tam siedziałyśmy w piątkę (jeszcze doszła Kaś2), ja machając w powietrzu kopytkami, gdy akurat weszła Ewelka z narzeczonym, a mój "andrzejek" zadzwonił, że jedzie po swoją półkoronkową królewnę z Brochowa. pożegnałam więc ozięble towarzystwo, dając im błogosławieństwo na wszelkie zbereźne wyczyny w okolicach Rynku, a sama udałam się w asyście CM i dżipiesa na wschód. więc tutaj w drodze, widok po drugiej stronie ulicy, na przeciwko sklepu, gdzie kupiliśmy paluszki i inna takie tam:


mieliśmy rezerwację w bardzo ciekawym hoteliku. powstał w jednej z wielu na Dolnym Śląsku ruin, która jeszcze kilka lat temu straszyła przy drodze. bardzo miła obsługa 24h, cisza, spokój, pościel pachnąca świeżością, i telewizja Trwam (że też ja zawsze coś włączę), CM był wyposażony w obiecane różowe wino i suszone pomidory. przegadaliśmy większość nocy pomiędzy 23 a 4. na rano zamówiliśmy sobie śniadanie, okazało się za duże do całkowitego pochłonięcia, ale pozostawiło bardzo dobre wrażenie:


po śniadaniu musiałam niestety wrócić do Fabrycznej. z Kaś, która wróciła z imprezy na miękkich nogach i Dżastin, która odespała podróż z Austrii nocy poprzedniej, zrobiłyśmy prezentację zaliczając przedsiębiorczość. nic, tylko teraz jak trzy muszkieterki założyć własną firmę. To był dobry weekend. oczywiście chodziłam z brudną prawą nogawką i za dżizasakrajsta nie mam pojęcia, kiedy i jak. tego udanego weekendu mój mózg nie zarejestrował ocierackiego wypadku. to był epicki weekend. trudno wrócić z naszej niedzieli do dnia powszedniego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days