sobota, 28 listopada 2015

andrzejki

rozsadziły mi prawie głowę. ale tylko z powodu dźwięku, nie pierdyliarda innych zmartwień, jak to czy kabelek do laptoga zadziała, czy nie zadziała. dzieciaki się ogarnęły same, było tańcząco i spokojnie.


CM się odgraża, że na andrzejkach bis będą antipasti i różowe wino. wcześniej muszę pojechać na zajęcia. w nocy kończyłyśmy biznesplana z Kaś i Dżastin, aż się Wojtuś nie mógł doczekać, cóż to ja takiego tam wypisuję i przyszedł robić inspekcję. po wysadzeniu głowy decybelami to nie jest najlepsze zajęcie. ale kota kochana, najpierw asystował mi na kolanach, potem razem spaliśmy pod kołderką. 


zapomniłabym, wywróżono mi chłopaka, a imię jego:


śmiech z przeszłości. 
odkryłam wczoraj niechcący, że mam cichego wielbiciela, który drugi raz z rzędy wysłał mi na nk anonimowy prezent z tym samym tekstem na urodziny. ok. to tylko tak, przypomniało mi się. rano z Luśkiem rozmawiamy o planach na Sylwestra, a z CM o wszystkim. dzień zapowiada się mroźno-słoneczny. witaj dniu.

2 komentarze:

miłego dnia. have the nicest of days