wtorek, 10 listopada 2015

dziesiątego

dzień był bardzo napięty. chociaż może nie, to ja byłam napięta. nic, co sobie wymyśliłam, nie szło jak powinno. jak tak się przyjrzeć na zimno, to czułam się zdrowiej niż wczoraj, reszta to histeria. jestem więc umówiona z ginką na czwartek rano, a do tego czasu ... nie mam wpływu, nie ma sensu się wbijać w grunt, durne myśli a kysz ...


po pracy zrobiłam zakupy w lidlu na jutro. święto niepodległości. mieszkam na prowincji, szanse, że oberwę kostką brukową na szczęście małe. marsz niepodległości w Wawce będzie. robi piarową kupę temu miastu. parada i wieczór niepodległości w Gańsku zapowiada się już lepiej. ja na to wszystko zrobię naleśniki z serem i pomarańczami. na nowy rząd obwieszczony wczoraj powiem pierwszy raz i ostatni taki #sztucznyfiołek:


wieczorem czytam o >>> wielkiej Meryl i oglądam >>> Pulp Fiction.

1 komentarz:

  1. Ło matko!!! Pulp fiction! Zaraz przyjeżdżam! Where's the fucking marker!!! Już słyszę Pumpkin and Honey Bunny :DDDDDD I kradnę Polskę :(.

    OdpowiedzUsuń

miłego dnia. have the nicest of days