środa, 18 listopada 2015

jakie chmury?

zadziorne, taka definicja taty. coś w tym jest. wicher duje. w powrotnej drodze do domu chmurki prezentowały się we wszystkich odcieniach szarości, jasnym pomarańczu i niedorzecznym różu. gdyby ktoś to namalował, powiedziałabym, że przesadził. i nawet tęcza była, pomiędzy trzeszczącymi topolami, taka nieudana malarsko, w zasadzie kompletna amatorszczyzna, kawałek tęczy bez sensu bez deszczu i bez końca. kleks tęczy i tyle. gdy byłam w pracy tata przytargał z lasu wiadro opieniek i wielką rudę darniową, której kiedyś było pełno w naszej okolicy. będziemy mieć opieńkowe przetwory i kamień do ... czegoś tam. wiatr ma przynieść zmiany, ochłodzenie w przyszłym tygodniu. umyłam włosy i gapiąc się w ekran odkładam papierki na "za godzinę". słyszę, że w pokoju mam wysłuchuje cierpliwie njusów z nowego cyrku na Wiejskiej, akurat są gimnazja na tapecie. nie. później. nie mam siły. to zbyt głupie. moje popołudnia mają być pozbawione pierdolenia w bambuko. wolę patrzeć na żubry, żubry, przybywajcie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days