czwartek, 12 listopada 2015

padnięta

wczoraj były naleśniki. dzisiaj wyłączyli mi światło w głowie. gdy CM przywiózł mnie z naszego zakątka wielce po 18-tej  nie było po tych naleśnikach ani kropelki tłuszczu. jak mi się oczy kleją! rano ginka mnie odroczyła na 23-go ze względów technicznych. się nie martwię, bo mi się polepszyło. bosz, głowa mi leci, nie mogę jej utrzymać w pionie. i nawet wykrzyknika nie mogę znaleźć na klawiaturze. naleśniki były z mascarpone posłodzonym sukrem cukrem waniliowym, cząstkami pomarańczy i sosem czekoladowym z takiej plastikowej tubki z napisem sos o smaku czekoladowy. co pewnie oznacza, że jest w nim więcej smaku niż czekolady. ser z cukrem smakował jak lody. rozmawiałam dzisiaj z czterema matkami. matki to taki inny gatunek ludzi. ja się nie załapałam. do wczoraj wieczora trochę żyliśmy tym, że mogę się załapać. nieaktualne. niech żyje aplikacja na telefon pokazująca gwiazdozbiory w real time. jutro m4 jednak do wymiany, bo się przegrzewa. dokładnie tak jak teraz mój mózg. co oznacza, że dobranoc państwu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days