środa, 13 stycznia 2016

imponderabilia

włoska, misiata sukienka oversize rewelacyjna, a Dżi mijając mnie na schodach zapytał, czy się nie utopiłam (lubię, gdy pierwszy się zaczepia, szczególnie teraz, gdy jest nowo nawróconym do życia w cnocie, karygodnie wylaszczonym CM). środa dniem całkiem przymilnym, do tego stopnia, że nie zrobiłam nic pożytecznego, na dodatek Becia uśpiła moją czujność pisząc, że mam czas do maja. no pewnie, że mam, tylko którego? maja w tym roku? i mam czas na co? żeby zakwitnąć na wiosnę? o matko, Czesiu się przewróci w fotelu. na razie wyrzutów sumienia brak, chwilo trwaj! Lusiek nie będzie z nami chodził do aquaparku, bo nie ma stroju, i nie pojedzie w góry, yyy, bo nie ma stroju (faktycznie to ona ma tyle szmat, że brak jej szaf w domu, ale ok, łykam te wymówki jak żaba muł) ...

podszyte to wszystko jest wspomnieniem pijalni belgijskiej czekolady ... siedzi we mnie ta myśl i nie sądź, że jeśli jest fajnie, to nie jest tragicznie. te rzeczy wcale się nie wykluczają. zamiast do Wawy, którą odkładamy już któryś miesiąc, ciągnie mnie w góry, i to dlaczego ... wiesz dlaczego ... coś tam zgubiłam, nie rękawiczki, coś o wiele bardziej nie do zrobienia na drutach ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days