niedziela, 28 lutego 2016

czas jest względny

chociaż kalendarz wyraźnie pokazuje, że luty się kończy ... ja tymczasem zamiast robić to, co powinnam, robię coś innego, co powinnam mniej. zresztą, może zabłysnę? nom. uhum. na głowie mam siano. kot wyspacerowany. miałam w ciągu tych ostatnich dni sny dziwne, w rodzaju, że zmieniłam pracę i nowy dyrektor mnie podwoził, aby moje zwłoki wyrzucić na pierwszym przystanku. Grace twierdzi, że mam soulmate. pojęcia nie wiem, kogo ma na myśli. jakaś inna wróżbitka zarzeka się, że to ktoś spod znaku ziemi. wspominałam, że nie wierzę we wróżby? wcale, a wcale. ale super, że jej horoskop też jest ciężki. minimalnie mnie to pociesza. nieszkodliwe, a spuszcza odrobinę napięcia. jak widzisz po tym, co piszę, lepiej nie pytać, co umnie. krew i łzy. krew i łzy.

PS. chyba wiosna przychodzi nieśmiało. narciarskie wdzianko wyprane, zalegnie do przyszłego sezonu.

2 komentarze:

  1. nie no, jeszcze potu brakuje, bo to idzie tak: krew i pot, i łzy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie potu nie ma. bez potu jestem :I

      Usuń

miłego dnia. have the nicest of days