sobota, 16 kwietnia 2016

munro

zaczęłam właśnie "wandalów/li", więc faktycznie skończę dzisiaj. mnie się jej opowiadania podobają. po pierwsze dlatego, że są często umiejscowione w prowincji ontario, i absurdalnie mam wyobrażenie, że to okolice, które znam. po drugie dlatego, że autorka nie narzuca się z interpretacją. literatura kobieca, ale bez obelżywej konotacji. można sobie wyobrażać cokolwiek. mnie te kobiety zdają się bliskie. poza tym lubię historie zaczynające się od czegoś innego, a kończące się na czymś innym. jak w życiu. w literaturze kobiecej to nie takie oczywiste. w ogóle nieoczywiste w literaturze. zazwyczaj zna się zakończenie po przeczytaniu pierwszych kilku kartek i wszystko z siebie wynika. w życiu często nic nie wynika z niczego, ya know what i mean? są tylko luźne powiązania, które wyolbrzymiamy, jak w tym serialu*. w zasadzie zbiegi okoliczności. nalewam właśnie zupę fasolową, katar trochę mnie męczy, a mama ziewając spod koca pyta mnie co to jest 7 plus minus 2. liczba millera. to ja nie mam pamięci krótkotrwałej, nie mam jej wcale.

(edit) i jeszcze lubię jej opisy. zazwyczaj rzygam opisami, czasem mam wrażenie, że opisy są u niektórych pisarzy po to, żeby książka była grubsza i żebym ja przeskakiwała sobie nad tymi opisami szeleszcząc kartkami. jeśli lubię czyjeś opisy, to jest coś. lubię jej opisy.

*w tv leci w tej chwili wielka historia.

3 komentarze:

  1. Też lubię, masz rację :) kiss

    OdpowiedzUsuń
  2. rzeczywiście, nie ogarniam, jak mam więcej niż ów miller. ale żeby od razu z tego teorię robić?

    OdpowiedzUsuń

miłego dnia. have the nicest of days