niedziela, 10 kwietnia 2016

ostatnie trzy dni

były pełne kontrastów. najwyraźniej wystarczy jeden uśmiech, żeby mnie uszczęśliwić. ... pokazuje to dobitnie jakim jestem ptasim móżdżkiem :). w piątek po pracy wybrałam się z A. do włoskiej, Luśu dołączył do nas kwadrans później, z zaskoczenia (jej). rzucę jednym obrazkiem smakowitej, włoskiej z cukinią i bakłażanem:


A. nie może jeść za wiele, tylko ... tiramisu, a my wciągnęłyśmy to wspaniałe, cieniutkie ciasto na spółkę. oczywiście deser zjadłyśmy w ciastkarni przy jadwisi (oczywiście, bo to zaczyna być miejsce kultowe, zawsze ciche, mam nadzieję, że przetrwa). 

we włoskiej przy płaceniu kelner, który nigdy nie pamięta, żeby rozdzielić rachunki, zapisał mi nazwisko piosenkarza, który podśpiewywał nam do pizzy z cukinią i bakłażanem. i tak dzisiaj rano brzmi mi w głowie muzyka Francesco Gucciniego. 

nadal trochę się niepokoję i w nowym tygodniu trzeba chyba będzie zaliczyć ginkę. znowu (z błahych tematów, jakie poruszałyśmy z laskami, jeden był, że beznadziejna ta moja). poza tym nudy, jak na angielskiej prowincji, deszcz siąpi drugi dzień, dzisiaj nawet cieplej, ślimonki wędrują. wczoraj miałam fazę przyjemnych złudzeń, wszystko przez ten jeden uśmiech. wstałam energicznie i próbując poczuć się lepiej z tym, że nic nie robię, przed śniadaniem sprawdziłam kartkówki. widzisz, że mam okres nudy sobą? #trudnyokres :D. 

PS. obejrzałam wczoraj dwa stare filmy. Czy Lucyna to dziewczyna. Psychoza. ludzie robili mniej hajlajtu z tego, że się pocą. konstrukcje staników były naprawdę solidne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days