piątek, 29 kwietnia 2016

tgif

i :). zauważam małe i duże rzeczy. małe jak brak górnej czwórki u Dżi (czy żony widzą jak to marnie wygląda?), duże jak Templariusz przy zieleninie w tesco. kupiłam rozmaryn, może chłód go nie zabije. wczoraj ten od pogody mówił, że uratował zziębniętą pszczołę, nie wiem czy nasza była zziębnięta, raczej to chyba kwestia przekroczonego tonażu. pełzała bezradnie po asfalcie i niezgrabnie podskakiwała, rodzice po deliberacjach zaczepili ją na drzewie z którego wystartowała z sukcesem. leć daleko i szczęśliwie mała, gruba pszczoło. udałam, że go nie widzę, a on musiał powiedzieć dzień dobry do mamy, bo oczywiście wepchała się do kasy obok. nie, nie stanął za nami, pozostał w tej dłuższej kolejce, czyli jednak nie jest takim niedomyślnym patafianem. przeprosiłam go smsowo. nie chcę być żeńskim odmianem ch*ja, choć bywa, że mi wychodzi koncertowo. kasa z góry przyszła, sypnęłam hojnie i kupiłam mamie żakiet, a tacie olej silnikowy (spektakularnie trzy razy gasło światło, ale koniec końców kasy działały, moja strata). to co? majóweczka ...

3 komentarze:

  1. a może to jakaś epidemia popsutych czwórek? poczarnobylskie czy co. ciągle na nie trafiam. zresztą mojej też trochę brakuje...
    ta pszczoła chyba i tak już życia nie ogarnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czy ja wiem, może nie pił lugoli? :) zdumiewa mnie coraz bardziej, jak kobiety potrafią zgłaszać pretensje do własności o którą nie dbają ni ch**ja. nie, nie chcę tak myśleć o pszczole. mam nadzieję, że teraz śpi smacznie w ciepłym zakątku ula.

      Usuń
    2. wypiłam połowę lugoli. teraz mam połowę czwórki... #iwszystkojasne
      maj nie jest do tego, żeby go spędzać na dnie. aniteż z markiezem.

      Usuń

miłego dnia. have the nicest of days