czwartek, 5 maja 2016

rozmowa

z Martą taka z tych niespodziewankowych. zazwyczaj są w rodzaju piszesz co? nieee. o super, ja też nie. ale jesteśmy głupie. no ale dzisiaj załatwiłam, że jedziemy do Lwowa. miałam jechać, potem nie miałam, a teraz wynika, że jadę z ma i ona sobie paszporta musi wyrobić z tym więziennym zdjęciem. w związku z tym tatry luśkowe przesuną się i zamienią najprawdopodobniej na jakiś płaski teren nad wodą. w każdym razie jak się zaczęłam cieszyć, tak sobie pomyślałam, że to może będzie dzień, gdy zobaczę go ostatni raz. rozmowa terapeutyczna z martą wygnała mnie do łazienki. zastanawia mnie co we łzach jest takiego, że puchnie od nich twarz. były dni w grudniu, że wyglądałam jak panda z bolącymi zębami i zapaleniem spojówek tugeder. chyba się boję bardziej tych zmian niż chcę się przyznać. jem o tej porze ogórki małosolne. jakie to wszystko durne. i czytam se wierszyk Bohdana Zadury jezus maryja wszystko przemija ... odrobinkę mi lepiej, przez milisekudnę. może to ogórki.

2 komentarze:

  1. od łez puchną oczy. które nawet następnego dnia wyglądają na zapłakane.

    ale

    małosolne rules :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja dziś kupiłam awokado, myśląc o twoim głakamolu... a mogłam kupić małosolne...

    OdpowiedzUsuń

miłego dnia. have the nicest of days