niedziela, 19 czerwca 2016

pakuję się. nie

poniżej zrandomizowane zdjęcie z piątku, gdy w naszym "kinie" przywitałam się z wójtową, a jej nie zauważyłam, bo była taka nieistotna:


a to mój pierwszy butowy instagram, który ... natychmiast wykasowałam:


podwójne lasockie popołudniowe. przed południem kupiłam w T-cy sukienkę za 220 zł w której nie mam kompletnie gdzie wyjść, dżinsową spódnicę w kwiatki i małą listonoszkę "na lwów". pomiędzy zakupami pojechałam na festyn i ogarnęłam grupę do występów. rabnęli się, ale drogą do sukcesu i zadowolenia z siebie jest odpowiednie nastawienie. miałam to w dupie, więc się udało. potem zjadłam grochówkę z kotła (nie z kotła. nazwa taka. grochówkę z plastikowego talerzyka, pod parasolem. wizawi siedziała upośledzona ania i mówiła całkiem rozsądnie, a obok jakiś nieznajomy pan, co pisał smsy i zacieszał do siebie) i już nie rzuciłam oka na ten stolik pod ścianą, gdzie przebywała lokalna matka boska (za często się spotykamy przypadkowo. ale ... #iwontleavethistown). dzień interesujący, czułam jak z każdym gestem nabieram wartości matkoboskowej. dwie matki lokalne uścisnęły mnie i utuliły, z innymi wymieniłam luźne, radosne uwagi, tak jakbym nie była wydmuszką zupełnie opuszczoną przez duszę. 

a to już martwa ryba w greco wroclove po marszu objuczonym lasockimi:


kot dzisiejszy. pogoda marnuje. w sobotę autentycznie nie mogłam wstać ...


dzisiaj trochę mogłam. jutro jadę. papiery trza zrobić, powysyłać, do niego też. niech czeka. może czeka. nie czeka. ale jak czeka to niech czeka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days