czwartek, 23 czerwca 2016

rudawy i inne

poniedziałek: rozkręcaliśmy się powoli. najpierw w mżystej pogodzie pospacerowaliśmy na małą górkę zamku w Bolkowie:


następnie na inną górkę zamku Bolczów:


spędziliśmy trochę czasu w Jeleniej Górze:


ja z Gosh spędziłyśmy trochę czasu w miejscu o nazwie Kuźnia Smaku. ogólnie szału ni ma, ale sałatka była całkiem dobra, kawa również. pod koniec tego dnia wylądowaliśmy w Przesiece, w przedziwnym echu lat 70-tych o nazwie Markus. po rozpakowaniu się w pokoju 115, po godz. 18-tej czekał na nas obiad:


i wschód księżyca :)


wtorek: jak widać, dieta bezmięsna została chwilowo zawieszona:


Śnieżka! wchodzimy na nią niebieskim szlakiem od Wang, przez przełęcz Bronka Czecha, Domek Myśliwski i Samotnię, drogą milenijną, schodzimy Białym Jarem. niestety góra nie pachnie już goframi, bo przechylony spodek chyli się ku rozbiórce. foch forever. 

tutaj element Wang, poniżej szczerbatego kota:


pogoda w drodze na szczyt była bardzo zmienna: od pochmurnej i mżystej, do mgieł, porywistego wiatru, uspokojenia, a we wspomnianym Domku Myśliwskim fajna lekcja na temat regionu i dostałam nawet za free bardzo ciekawe opracowania.




nie da się nie zauważyć, że na obiadokolację była ogórkowa. za nią czaił się kotlet panierowany, gdyż jesteśmy w Polsce.

środa: cóż to była za cicha noc pomimo mieszaniny balsamu pod prysznic i pasty do zębów w kapciach. i jedna Daria malowała paznokcie tak, że firanki też oberwały (tak, ta Daria).


czy uwierzysz, że tylko jeden pęcherz? niezwykle miły był ten poranek. ja z Goshą bez pośpiechu, bo śniadnie na 8.30, gadamy sobie o różnych przypadkach, leżąc w łóżeczkach. w drodze powrotnej zaliczamy jeszcze dwa pałace: Łomnicę i Wojnów. Łomnica zrobiła na mnie epickie wrażenie, przemyślane to, piękne, daje nadzieję na przyszłość ...

obiad zjedliśmy w Karczmie Podgórzanka w Kaczorowie i dość szybko po 15 pozbieraliśmy się na kawę w Karczmie u Macieja w Sadach Dolnych ...


jadłam lody grzebiąc w nich łyżeczką na okrętkę i wypiłam kawę medytacyjnie, gdy inni hałaśliwie się pluskali. buras siedzący przy basenie zamiast dać się zdjąć wolał dać się pogłaskać. taki osioł wisiał w naszym autokarze:


soundtrack tego dnia Dixon37 Mam plan i Hozier Beter Love. pogoda świetna gdy wracamy. i tylko jedno, jedno ... nie ma na końcu jego uśmiechu, jak ostatnim razem ... po powrocie przywaliła mnie papierologia i pretensje zestresowanych istnieniem. znowu pakuję walizkę ... jutro o tej porze w drodze again ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days