wtorek, 5 lipca 2016

Lviv / days two & three





















niedziela 26-go i poniedziałek 27-go :) jak widzisz, podrzuciłam trochę random pictures z telefonu.

niedziela była wizytą w piekle podobnie jak sobota. chodziłam w białej sukience przez którą prześwitywały mi majtki. postanowiłyśmy z mamą wyłamać się z porządku i po śniadaniu zamiast iść na Wysoki Zamek zabrałyśmy się same za zwiedzanie miasta. Rynek, pomnik Mickiewicza, zakamarki ulic do pałacu Potockich w ogrodzie którego odbywał się w tych dniach festiwal jazzowy, park Franki z niestety zamkniętym w niedzielę (why?) uniwersytetem. o dziwo, chociaż dzień wcześniej ma sarkała na kwas, po spacerku w upale sama wpadła na pomysł, żeby wypić go po pół litra. gdzieś w międzyczasie, podziwiając wąskie uliczki i kota na dachu samochodu zjadłyśmy po zupie w Bruderczafcie na Ormiańskiej.

niedziela kończyła się kolacją w restauracji Панська Чарка i wieczornym spacerem do hotelu. do kotleta (albo raczej ukraińskiej słoniny) przygrywał nam na skrzypcach pan Bohdan. najbardziej pobujałam się przy "Umówiłem się z nią na dziewiątą".

poniedziałek okazał się inną parą kaloszy. niebo nad Lwowem zasnuło się i leciutko zaczęło przeciekać. w tej sytuacji siedzenie w knajpce Вежа крамарів przy herbacie i martini do caprese było bardzo dobrym pomysłem. w ogóle, na samym początku, wejście na chwilę na targowisko dla tubylców (ma kupuje czereśnie. rili ^^). nasza ostatnia wizyta knajpiana wypadła w Kuferku na Krakowskiej, gdzie zjadłyśmy po niezłym serniku. pomiędzy porannym spacerem po Rynku i polowaniem na kwas, a  popołudniowym obiadem (w hotelu musieliśmy się wymeldować do 12, ale przetrzymano nam bagaże i o 16 stawiliśmy się tam na ostatnią obiadokolację) odbyliśmy drugą wycieczkę z Oksaną, znowu na piechotę, ale tym razem pogoda była po naszej stronie. już poznałyśmy z mamą dzień wcześniej plac z pomnikiem Mickiewicza, natomiast Oksana zawiodła nas jeszcze do soboru ś. Jura i do dawnego kościoła jezuitów w którym obecnie (jest to od 2011 Українська Греко-Католицька Церква) trwają prace remonotowe. u Jura zaciekawił mnie obraz przypominający Matkę Boską Częstochowską - obraz jest w sieci na polskich portalach miłośników Lwowa fałszywie opisywany jako kopia MB z Częstochowy, albo nie opisywany wcale. nie pamiętam jak go nazwała Oksana, ale .. od razu domyśliłam się czemu Polacy pieją o niezbyt starym obrazie MB Trembowelskiej z XVII wieku a o tym, widocznie starszym, nic. rzecz wart zbadania :>

po obiedzie ostatnie spacery, przywozimy ze sobą jeden koniak, dwa piwa dla taty, magnes na lodówkę, top z ukraińskim wzorem, korale i folkową bransoletkę ze szklanych koralików. ma kupuje sobie rzutem na taśmę herdan, pogrążając tym sposobem mój kuchenny fartuszek. wyjazd po 19 ... na granicy tylko godzinka i uśmiechnięta ukraińska celniczka tym razem. w domu o 6 rano we wtorek ...

wrażenia: mnóstwo młodych par, świeżynek prosto z kościoła, robiących sobie zdjęcia wszędzie, ludzie mili, widać biedę, gdzieniegdzie dumę narodową. przelicznki złotówki do UAH lekko miażdży system wartości. widać też, że polska wycieczka jest oderwana od realiów tego miasta, zwiedzamy głównie polskie wspomnienia. muszą na nas patrzeć tak, jak niektórzy na wycieczki Niemców-emerytów we Wroc. jeszcze tu wrócę, przy innej pogodzie ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days