wtorek, 13 września 2016

mała grecja

od soboty wszystko ocieka potem, niebo prawie nie oddycha, ważki wachlują się skrzydłami. Wojtuś miał dzisiaj dobry dzień, stłukł lustro i wyrwał ze ściany karnisz. został za to dobrotliwie wytarmoszony za to głupie ucho. waży już z sześć kg. Niunia tymczasem ma przedłużone wakacyjne wczasy pod wiśnią, dzisiaj wdrapała się dzielnie na nogę od karmnika (z metr osiemdziesiąt wysokości) i łapała suche liście. w jej łebku niewidomego kota istnieje jakiś inny świat... dobrze go widać z letniego fotela, gdy czyta się pamiętnik tatusia Muminka. na rozchodniku, jak każdej jesieni, motyle rusałki. wczoraj przyszła do podpisania umowa z uczelni. jutro miałam jechać do Krakowa na szkolenie, ale szkolenia nie ma. jest spływ kajakowy w czwartek i A. wpada mi na zajęcia wyjaśnić przy wszystkich, że mam wziąć majtki na zmianę. zgodziłam się na kajaki w milisekundę. i'm prepared, mam telefon kajakowy. Luś dzwoni wściekły na A. (nie tego od majtek, tę od rzygania w Grecji wielkimi pieczarkami), że nie odbiera telefonów. Plan na Wawę październikową rozmywa się więc w niebycie, wymyka nam jak mgiełka. zamiast, Budapeszt albo Karpacz? albo smutna flaszka. Luś mówi, że na zebraniu byli oboje, on rozmowny, ona jakaś taka sucha. może przesadza, Luś lubi się uprzedzać. może cieszy mnie, jeśli sucha, dobrze mu tak. nieładnie tak myśleć o ludziach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days