niedziela, 16 października 2016

zrobiły się

ruskie. oczywiście inspektor nadzoru musiał polizać jednego. to tak a propos planów, co nigdy do końca nie realizują się tak jak powinny.


wróciłam z Kudowy wczoraj po południu. spaliśmy w krokusie na leśnej, ja w pokoju 6 :). takie sobie miastko, czwartek to nie jest czas na życie towarzyskie po godzinie 20-ej, ale po obiadokolacji jednak wyszłyśmy na trochę.


mniejszą grupą poszłyśmy główną ulicą, żeby w końcu znaleźć się w Cudova Bistro. czekolada z rumem, rozumisz ...


to było dobre posunięcie i dnia następnego, tym razem tylko z AK, zaszłyśmy tam jeszcze dwa razy ... tego wieczoru/a żadnych ekscesów, słychać było za ścianą jak rży pani J.

w piątek nie było żadnego planu na kolejny dzień, więc cała grupa poszurała do parku zdrojowego. pogoda nam dopisała, rano kilkanaście stopni, prawie żadnego wiatru.


do pijalni nam się nie chciało. kaczuchy za to:


oderwałyśmy się od grupki z AK i najpierw poszłyśmy do Czermnej zobaczyć czaszki (wyglądały odkładnie tak samo jak onegdaj), a potem podeszłyśmy jeszcze kawałek, żeby zajść do Szlaku Ginących Zawodów. ponieważ pokaz koła garncarskiego zaczynał się za pół godziny, połaziłyśmy po małym zoo. takie ładne:


a tu małe żebraki daj marchewkę:


byłam pewna, że zrobiłam filmik, jak pięć takich pochłania marchewki, gdy sobie wyobrażamy, że to nasze palce, ale nie mogę go teraz zlokalizować.

wyjrzał tylko na chwilę, bo akurat miał porę lunchu:


i takie rzeczy:


po wlezieniu na stary wiatrak Cudova po raz drugi i pizza 4sery:


po obiedzie miałyśmy trochę wolnego czasu i trawiłyśmy w spokoju. do Cudovy wróciłyśmy po obiadokolacji i godzinnym plotkoleżakowaniu. w zasadzie chciałyśmy iść na kawę gdzie indziej. dostałam smsa od Dżastiny, która też była w Kudowie i radziła mi, żebym wpadła na kawę do Sissi, zanim jednak się zwlokłyśmy było za dwie ósma i Sissi gasiła światła ... 

[a kiedy schodzimy od krokusa do centrum w ciemności, jakaś kobietka mi się przygląda z daleka, w końcu mówi "o, ostrzegali nas, że Z przyjechało ..." i kazała pozdrowić Norcię od bratowej. boże, ci znajomi są wszędzie, teraz lepiej rozumiem, że jak się wychodzi na kawę w nocy z CM to się osoba towarzysząca rozgląda na boki jak zając na miedzy]


widzisz tę gruszkę w cieście? mmm. plus americana, siedzimy sobie tak pierdu pierdu, kiedy w końcu ok. 21 dzwoni do mnie Gosha, że są wszyscy i gdzie my jesteśmy. to od razu skorzystała z okazji i powiedziałam, żeby pozdrowić Norcie od bratowej (co ją oczywiście wprawiło w osłupienie) okazało się, że dziewczyny plus rodzynek złączyły stoły w Piekiełku 200 m dalej. mówię im, że za 10 minut, trochę zeszło z 45. 


zaniżyłyśmy swoją grupą średnią wieku, nawet powywijałam do baila morena, potem był seks na plaży ^^. Piekiełko się zamknęło, wróciliśmy do Krokusa wolno, tempem Goshi. posiedziałyśmy jeszcze w ósemce do północy, a potem gadałyśmy do 3.30. poszły w ruch karty Ceccoli, oczywiście jak zwykle wychodzi mi samo gówno.


o poranku śniadanie o 9.30, pakowanie przed i po, zlecenie żyrafie, żeby kupiła mi t-shirta z serduchem. tak było. teraz czuję jak mi się piętrzą zaległości, bo papiery leżą czyli stoją. pierogi wyszły dobrze. na wycieczkę wzięłam odstałą na półce autobiografię Casha i przeczytałam wstęp.

... jest nierówno. samopoczucie mam różne. złote myśli mówią, żeby się nie porównywać, a potem mówią, że nie marz się, bo inni to mają jeszcze gorzej. Stacey ma czasem napady paniki. Denise ma cukrzycę w ostatnim stadium, a dzisiaj na fb znajduję wiadomość od innej blogerki, która kiedyś tam dawno pisał studium własnego stuporu, że jej w lipcu wycięto 2/3 języka. tak źle to u mnie nie jest. w pracy czyszczę sobie przedpole, żeby tym razem robić już głównie to, co lubię. w życiu po pracy, w które pewni ludzie nie wierzą, jakby nic. A. znowu choruje, Luś namawia na Wawę tym razem pod Sylwestra or so. ja czasem, gdy siedzę w kawiarni, patrzę przed siebie i głupio się uśmiecham do obcych ludzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days