sobota, 26 listopada 2016

zapommiałam, że

we wtorek był sen, w którym latorośl uśmiechała się ciepło, do mnie, stojąc w drzwiach. w czwartek powrót z pracy przed 19-tą. wczoraj Andrzejki, wracam przed 21-szą i wyszły mi Stany bez Kalafonii (w tamtym roku też nieźle było). aktualmente zjazd nr 5 i puchnę z dumy z 5- z konwersacji niemieckich. jutro jeszcze dwa koła. zbliża się rocznica, a ja wysuwam nos z papierów zapisanych po obcemu. był makaron w formie gruszkowych ravioli, oraz mój pierwszy raz z puddingiem waniliowym. z Templariuszem miło się rozmawiało w drodze do i z, głównie dlatego, że omijamy drażliwe tematy. jutro nie wiem jak wrócę do domu, w sensie w jaki sposób. życie jest pełne niespodzianek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days