czwartek, 22 grudnia 2016

cudownie

jest móc się wyciągnąć pod własną kołdrą i wygrzać zimne stopy. Nade mną czerwone światełka choinkowe, na pietrzącym się bałaganie książka Atwood pożyczona przez A. Wczoraj zamiast na wigilii pracowniczej byłam z nią u Włocha na pizzy i włoskim ciastku. Potem grzałam się w oparach pieczonych naleśników. Krokiety zostały pożarte, jutro kolejna tura. Po pracy byłyśmy z ma na zakupach światełkowo-jodłowych. Te dni byłyby optymalne, gdyby nie te wszystkie cudzesy, które mnie nie dotyczą. Ale i tak, ciepło. Światełka świecą, TV szemrze, jestem tutaj. A dzisiaj życzenia złożył mi człowiek o imieniu Emil.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days