sobota, 17 grudnia 2016

i widzisz,

tak to jest - od kilku dni bark mi mówi, żebym poszła z nim do lekarza. dzisiaj mówi specjalnie głośno i nie będę mogła spać na mojej ulubionej, prawej stronie. pójdziemy. tymczasem w środę poszłyśmy z ma i Bobikiem do weta (ma prowadziła brytana na smyczy, Bobik był pacjentką). trzy szoty jak zwykle. jest lepiej. jedziemy w tym psim życiu następne pół roku do przodu. a piszę o tym, bo pierwszy raz w życiu miałam przyjemność sprzątać po psie w mieście ciepłą, psią kupkę. tzn. często sprzątam psie kupy, ale nigdy w mieście, przy ruchliwej ulicy. i'm proud of myself.

w czwartek wracam do domu po 17, chociaż nadal wcześniej niż normalnie. i tutaj być może się zaczął temat mojej aktualnej rozmowy z barkiem, bo dźwigałam pół tony zakupów (przecież mam ma chorą rękę, jedną bardziej od drugiej). wczoraj siedzę w pracy do 18, bo patrzę na pieczenie pierników. tak, to właśnie robię. dwa razy odkładam przyjazd Templariusza, bo mnożą się nam blachy z piernikami, ale w końcu Elvis has left the building po 12 godzinach pracowniczych. zamiast do domu pojechaliśmy na obiad w starym P. ... rozmawiamy o Dänikenie, naszych poglądach ogólnych, sytuacji w Polsce. tymczasem sytuacja się dzieje, w Sejmie zawierucha (gdy dzisiaj słucham wykładu o generale Franco i pani w okularach mówi o małym gościu, który gadał falsetem i wierzył, że został zesłany przez boga dla ratowania kraju, nie mogłam nie dostrzec paraleli).

a propos jeszcze, opowiadałam Templaruszowi o moich radykalnych rozmowach, hen w czasach nk i zapytał mnie był ów rycerz, czy mogłabym być bardziej radykalna niż jestem teraz (wg jego przepowiedni, gdybyśmy żyli w średniowieczu, które zawsze jeszcze być może, ja zostałabym spalona, on przed spaleniem wykastrowany i nabity na pal). hm ... nie mam łaski wiary we wszystko, niestety. przekonuję się o tym w tym roku próby. chciałabym np. żeby tarot przepowiadał przyszłość, żebym mogła wierzyć, że dowiem się czegoś, co będzie. ale tak się nie stanie. lubię karty, bo mówi do mnie ta część mózgu, która mogłaby być dotknięta autyzmem, i zbieralibyśmy sobie wtedy wspólnie, ja i mój mózg, ładne rzeczy, przetrzymywalibyśmy je uporządkowane i policzone w czystych miejscach. mimo braku autyzmu nadal lubię karty przeglądać, wpatrywać się w detale rzeczy. ale nie wierzę, że to coś znaczy. wiem, że to ja nadaję znaczenie. wiem, że to diagnoza mojego stanu umysł, nie diagnoza czasu przyszłego. wiem, choć chciałabym inaczej. jestem tak bardzo z materii, tak bardzo z atomów, że żadną miarą nie chce być inaczej, nawet w roku próby. no i co? nos do góry :). przyszłość jest nieprzewidywalna i tak jest optymalnie.

(w tym czasie Templar rozstał się w czwartek z jakąś tam, ale ma upatrzone jakieś dwie inne. ok)

to jest Leon:

2 komentarze:

  1. To dobrze ze sprzatasz psie kupy...nie kazdy to robi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo głupio wygląda udawać, że patrzy się gdzie indziej. Robię to tylko w pracy :D

      Usuń

miłego dnia. have the nicest of days