wtorek, 17 stycznia 2017

wkroczyłam

do klubu stałych bywalców ortopedy. z dwoma skierowaniami na-różne-takie wyruszam w podróż, która nie wiem, gdzie mnie zaprowadzi. bardzo mnie to cieszy. i podróż, i skierowania, i fakt, że trzymam się tego, co piszę w plannerze. Pan Ortoped ma fajny, słowiański podbródek. w niedzielę dostałam fajv z kolokwium z gramatyki. potem pojechałam z rodzicami do MO, gdzie po spałaszowaniu obiadu na wagę zaszłyśmy z ma do pepco, żeby się zaopatrzyć m.in. w bardzo niezbędny, szary szalik i pościel w lisy. tatko w tym czasie sztachał się espresso, zapychał ciastkiem czekoladowym i generalnie brylował swoją laską a la dr House, ale fajniejszą, bo z latarką. dzisiaj rano na drzewach szadź. pomiędzy był poniedziałek, prawie chyba równie udany, bo np. udało mi się po odfajkowaniu trzech punktów w plannerze przeczytać dalszą część wstępu z Pamiętnika Broniewskiego (wstępy są trochę nudne, czeka mnie jeszcze wstęp do Listów Tove, ale tego nie zacznę do weekendu. bo w poniedziałek tak naprawdę to głównie odpoczywałam), i jeszcze A. mnie zapytała jaki to podkład bardzo fajny mam na twarzy, a ja nie miałam żadnego podkładu, tylko brązową niebieską mascarę z YR (którą kupiłam w zeszłą niedzielę, razem z pierścionkiem w schubercie, takim srebrnym z dyndającym blink blink). dziś Templariusz pyta mnie, czy chcę wieczór filmowy z pizzą w sobotę. ja zawsze chcę. nie ma takiej możliwości, żeby mi się nie chciało. byle tylko innych zaraz wyobraźnia nie ponosiła.

2 komentarze:

  1. Wszystko sie dobrze uklada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jest jakoś.
      W tej chwili jestem na etapie młodego, niedojrzałego zen. Czyli trochę mam to w dupie.

      Usuń

miłego dnia. have the nicest of days