czwartek, 16 lutego 2017

częściej (post refleksyjny)

o czym zresztą już pisałam.

przypominając sobie przeszłe chwile poniżej ↓↓↓
poczułam jaką przyjemność sprawia mi pisanie. i sprawiało przecież kiedyś, chociaż moje pierwsze notatki tutaj były dupościskowe i jakby jeszcze trochę nie moje (później to się zmieniło, gdy wyhodowałam w sobie jasne przekonanie, że i tak nikt ich nie czyta. nie tylko się nie łudzę, ale wpadam w panikę, gdy blog ma kilka wyświetleń więcej i chwilowo zamykam go dla przechodniów).

od października, w tym ciężkim roku, doganiało mnie przeświadczenie, że życia nie można tylko spędzić na pracy i gramatyce hiszpańsko-niemieckiej. stąd pewne moje postanowienia, a raczej działania pod wpływem chwili, których efekty teraz kształtują moje dni (jakkolwiek pompatyczne, prawdziwe jak *uj). skoro już podjęłam decyzję, że jestem tu i teraz zajęta czymś, stwierdziłam, że zajmę się także innymi konkretami, zamiast bujać w obłokach. a więc jest Templariusz, który próbuje zupą trafić w mój smak, tak żebym zjadła całą. a co potem to się zobaczy. chwilowo nie marzę o niczym. jak nie ja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days